Turcja 2012 relacja z wojażu jacky & maryla...

relacja...

która na samym poczatku była  projektem...

niektóre plany jak na przykład zwiedzenie Gruzji - nie spełniły się, zgodnie z naszą tradycją zostały "odłożone na za rok"... 

a nadzieje się spełniły... dotarliśmy w sobotni poranek ( 16 czerwca 2012 ) na Nemrut Dagi...

wschodzące słońce widziane ze wschodniej platformy...

  

 

kilka godzin później .... 

 

 

Arsameia - niedaleko Nemrut Dagi...

oraz...

Divrigi - moim zdaniem drugi najbardziej wartościowy punkt wojażu...

będzie więcej i fotek i tekstu...  

  

a my nadal kontynuujemy to co nas najbardziej wciagnęło...

 i jak widać nadal preferujemy zwiedzanie starożytnych pamiątek i krajobrazowych ciekawostek...

 

 

Fora: 

zwiastun fotograficzny ...

odpoczywając w zachodzącym słońcu po zwiedzeniu Jaskini Ballica...

czekała nas jeszcze jazda do Tokatu w poszukiwaniu noclegowiska...

to pierwsza fotka zachowana na komórce....

udało się też wykonać sporo fotek w jaskini - wbrew oficjalnemu zakazowi...

Szykowna koszulka...

...i chodząca (siedząca) reklama TwS :) Szkoda tylko, że nie widać na zdjęciu, czy na nogach są sandały...

koszulka reklamowo - nagrodowa...

została specjalnie uwieczniona...

a że sandały się "schowały" to już "problem" maryli, niestety - nie ma  ona wyczucia fotograficznego ...

 

Nemrut Dagi - nasz główny cel...(2)

mozolne podejscie na górę...

wcześniej zostaliśmy dowiezieni z pensjonatu w Karadut autkiem właściciela...

potem kilkanaście dobrych minut podejścia...

zaczynało już świtać...

a patrząc się wtecz widać było z daleka światełka miasteczek i wiosek, widok ten kojarzył mi się z nocnym lotem...

no i jeszcze towarzystwo, nie tylko sama młodzież ale i panie w wieku mocno moherowym...

spacerkiem po ulicach...

 

na placu głównym w Karasu...

takim odpowiedniku Sozopolu, tyle, że na wybrzeżu tureckim Morza Czarnego...

jednak ten Ataturk ma "cuś" w sobie - nieprawdaż ?

spotykaliśmy go co krok w TR, w każdym mieście, w każdym urzędzie...

 

Karasu, kurort czarnomorski...

byliśmy tam na przednówku sezonu turystycznego...

jeszcze bylo cicho a spokojnie...

migawka z wieczornego spaceru...

zaprogamowałem tą mieścinę głównie po to by zmyć z siebie kilkudniowy przejazd z PL...

trochę przeprać sfatygowanej odzieży...

porównać ów kurort do znanych nam na wybrzeżu BG...

po prostu złapać oddech i nabrać sił przed kolejnymi etapami kręcenia wolantem po TR...   

karasu ... ( 2 )

było jeszcze sporo przed sezonem...

i jak widać na plaży pustki...

plaża przypominała nam trochę tą "carską" między Czarnomorcem a Sozopolem...

woda chłodna, ponieważ kojarzyło się nam ciepełko znad Morza Śródziemnego...

a na plaży bunkier betonowy przywodzący mi skojarzenia tych widywanych w Albanii...

tyle, że tutaj skąd mogłoby przyjść zagrożenie - ze strony ZSRR ?

zamieszkaliśmy a raczej przenocowaliśmy w takim oto pensjonacie...

to był czas na odespanie się, przepierkę i nabranie oddechu przed dalszą włóczęgą....

Bunkier na plaży

Oczywiście, że obawiano się Rosjan, gdzieś od połowy XIX wieku, kiedy to w Sinop odbyła się bitwa morska, zwana później masakrą osmańskiej floty. Był to początek wojny krymskiej...

bunkier...

ale wtedy jeszcze nie stosowano - bo nie znano - materiału budowlanego pod nazwą cement - w ostatecznym rozrachunku - beton...

a takowe oznaki ów bunkier posiada...

zabrakło zatem czasu na lokalne źródełko informacji... 

Bunkier

ja wiem, że betonu nie znano, ale wróg pozostawał ten sam przez wiele lat. Poczytaj sobie np. o czasach I wojny światowej i jak Imperium Osmańskie włączyło się do akcji zatapiając rosyjskie statki na Morzu Czarnym... itd, itp.

w drodze do...

pierwsze dwa dni to standard...

w czwartek nad ranem wybudzeni rajzefiberkiem wyruszamy o trzeciej z minutami...

przez Łysą Polanę zaliczamy Słowację, przez Kral/Banmreve Bratankowo, przez Gyulę wpadamy do Romkowa...

docieramy przed zmrokiem do starej dziupli w Gothatea przed Deva...

stamtąd rankiem odespani kierujemy się przez Bukareszt z myślą spania w okolicach Russe, niestety - pierwszy znany motel za tym miasteczkiem gości akuratnie inmprezkę weselną...

pozostaje zatem kolejny motel nad Razgradem...

po naszemu pisze się Pytna Sreszca...

jest po lewej stronie jadąc do Szumen ...

byliśmy jedynymi klientami, za jedyne 48 leva...

autko spało na placu zamkniętym na noc bramą...

podczas śniadanka ( we własnym zakresie ) upamiętniłem widok na panoramę Razgradu...

Kastamonu...

pierwsze z historycznych miast do którego dojechaliśmy po wypoczynku w Karasu...

tamże jeszcze przed zmrokiem udalismy się na pierwszy spacer...

zaczynając rzecz jasna od kamiennego mostu...

w drodze do ... ( 2 )

po restarcie z Razgradu docieramy:

1. najpierw do Obzoru...

tamże

1. zaliczamy spacerek...

2. obiadek w restauracyjce...

3. zakupy na mini targowisku...

4. pamiątkowe fotki w centrum...

czyli ustawiając się frontem do przodu -

w tle mając wieżę zegarową na rynku obzorskim...

 

marylka zaś w ulubionej drzewiej knajpce dla dinozaurów

więcej tam nie fociliśmy...

potem do Metro w Burgas - tamże zafutrowanie procentażowe...

i do Małko Trnovo...

ale to już materiał na kolejny wątek / post... 

w drodze do ... ( 3 )

późnym popołudniem docieramy do Małko Trnovo...

miejscowość ta została przeze mnie wytypowna na nocleg przed skokiem do TR...

miałem tam przygotowaną całą listę noclegowisk...

jednak od razu rzucił się w oczy i wygrał motelik o nazwie...

  

szybko dogadaliśmy się co do ceny i warunków noclegu...

czyli 50 levych z wkluczonym śniadankiem ...

uwieczniłem wieczorową porą obiekt od zewnątrz i po skonsumowaniu podróżnych wiktuałów ruszyliśmy na wieczorny spacer...

w drodze do ... ( 4 )

sympatyczne wieczorne ujęcie...

czyli nad brzegiem mikro baseniku w motelu Bildniks w Małko Trnovo...

w drodze do...

cd Małko Trnovo...

jednak stare bałkańskie domy mają swój urok...

a przede wszystkim czuje się, że jeszcze mieszkają w nich ludzie...

że nie są opuszczone... 

spacerkiem po ulicach...(3) ...obrzezanie(c)...

jeszcze w Karasu uchwyciłem takie oto obrazki...

na głównym deptaku miasteczka - świętujący swoje obrzezanie w otoczeniu rodziny...

brat ? kolega ? podpowiedział mu, że jest fotografowany - więc zwrócił się w naszą stronę...

 

dopiero kolejnym ujęciem zobaczyłem jego podkrążone od płaczu oczy...

więc ten piękny strój miał być rekompensatą za zadany ból ?

Divrigi...

zabytki włączone na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury w roku 1985...

Great Mosque and Hospital...

jak widać cały czas w sandałach...

w środku też fascynująca cisza i spokój...

jak przed wiekami...

to nadal są tylko zwiastuny tego, co udało nam się zdeptać w sandałach...

Kastamonu...(2)

punktem startowym - orientacyjnym był kamienny most...

a potem...

zaczyna się bogactwo wyboru, dzień taki krótki...

wybór dokonany...

wchodzimy...

wystarczyło nam samo zwiedzenie i uwiecznienie się na kliszy fotograficznej, nie wypadało mi wygłaszać żadnej mowy...

maryla też weszła, chyba pierwszy raz w meczecie....

Kastamonu...(3)...

na placyku przed Nasrullahem...

tylko kilka mgnień...

obiektywu...

i ten ruch dzieci...

ptaków...

czy tylko ja w tym "cuś" widzę ?

Obserwacja ludzi i zwierząt..

...bywa ciekawsza od zdjęć zabytków i krajobrazów, trzeba mieć więcej szczęścia, żeby ustrzelić perełkę, a budynki stały i raczej postoją bez ruchu...

Tam: Karasu Kastamonu Tokat Divrigi Malatya Karadut Kizkalesi

niestety, jestem "papierowcem"...

nawet teraz - post factum - kreśląc mapki wedle programi Michelina - widzę jakie głupoty on podpowiada...

naprawdę wolę na swojego niucha...

pozostałe etapy też są już przygotowane wstępnie...

masz rację Izo, pora przyszła porządkować swoje wspomnienia, do tej pory były jeno improwizacyjne wrzutki...

drugi etap z Karasu do Kastamonu...

kolejny etap...

jakość mapek jeno dla orientacji... 

opornie idzie mi to mapkowanie...

może zainteresowani połapią się w tych składankach...

odcinek z Malatya do Karadut muszę w 2 kawałkach, choć był to jeden dzień...

dojazd do Karadut oznaczał zakwaterowanie u podnóża Nemrut Dagi... 

prosto spod Nemrut Dagi udaliśmy się na naszą ulubioną plażę w Kizkalesi...

PS - odrębnym wątkiem namaluję drogę powrotną...

Nemrut Dagi... ( 3 )...

trudne do opisania wrażenia...

byliśmy tam ca 50 minut, razem - na platformie wschidniej i zachodniej...

a byly też wycieczki zaliczające Nemrut Dagi dwakroć...

przy zachodzie i przy wschodzie słońca...

 

 

maryli też się udzieliła atmosfera owego poranka na Nemrut Dagi...

 

Divrigi ...( 2 )

do samej twierdzy nie starczyło już sił, upał powalał, trzeba się było pocieszyć fotografią pamiątkową z zamkiem w tle...

stare domy osmańskie...

szukałem ich wszędzie, od prawie Małko Tarnovo do Pamukova...

ten powyżej, to właśnie w Pamukova...

i przeważnie wszystkie są w strasznej ruinie...

Nemrut Dagi... ( 4 )...

kilka fotek wykonanych tak na wszelki wypadek telefonem komórkowym...

naprawdę - powiadam Wam - pod szczytem Nemrut Dagi "tłum" ludzi fetował wzejście słońca...

milczące głowy posągów przemawiały historią...

nie miałem i nie mam wyobraźni historycznej, lecz skala i miejsce położenia owych posągów czyniły wrażenie...

chętnie znów zasiadło by się do ławy szkolnej by poczytać, posłuchać o owych dziejach starożytnych...

a posągi milcząc opowiadały swoją historię...   

Karadut, czyli u podnóża Nemrut Dagi...

Karadut, nawet chyba nie wioska...

jeszcze przed snem poszliśmy na spacer...

zapachnialo mi polską wsią z przełomu lat sześćdziesiątych...

nu wot - swojskie klimaty...

ponoć u nas teraz dzieci zapytane skąd bierze się mleko - odpowiadają - z marketu...

 

spacerkiem po ulicach...(5) ... zatrzymane w kadrze...

i znów powrót...

na główny spacerniak ...

Karasu...

jakoś mi ładne dziewczyny lubią wpadać w obiektyw...

wszak Karasu jest siedzibą ośrodka uniwersyteckiego...

szkoda, że nie mam szans na wyjazd na jakiś tam Erasmus :-((

Karadut, czyli u podnóża Nemrut Dagi...(2)

nasza noclegownia...

jechaliśmy do Karadut, właściwie już doń wjechaliśmy, gdy zatrzymaliśmy się przed wjazdem do campingu, jakiś gostek w zdezelowanym autku zatrzymał się obok nas i gestykulacją zalecił jechać za nim...

ryzyk nie fizyk, pojechaliśmy za nim...

gostek okazał się chyba szwagrem właściciela pensjonatu...

a cały pensjonat to 4 pokoje...

po chwili targowania stanęło na ryczałcie:

- nocleg - niestety bez klimy...

- wieczerza - znakomita - po spacerze w okolicy...

( przywieźlismy stamtąd doprawianie sałatki pomidorowej miętą naturalną, cymes )

- pobudka o 3:30,

- przejazd autkiem gospodarza na Nemrut Dagi

- powrót z sesji na ND ( bilety płaciliśmy oddzielnie, on jako "miejscowy" zwolniony był z oplaty wjazdowej,

- śniadanie...

to wszystko za jedyne 120 lira....

 

o - to ten szwagier...

jedynym minusem owego zakwaterowania okazał się brak klimy, europejskimi doświadczeniami łudzilem się, że nocą - jak to w górach przyjdze chłód - zawiodłem się...

od upalnego powietrza nie mogliśmy ani zasnąć ani spać...

a czekała nas wyprawa na Nemrut Dagi a potem jeszcze długa podróż nad morze...

a to jeszcze na dokładkę - na ile można upchać "bagażu" na osła - widoczek z przedwieczornego spaceru po Karadut...

Karadut, czyli u podnóża Nemrut Dagi...(3)

tamtejszy meczet widziany wieczornym spacerkiem...

obiekt znacznej wielkości jak na tak kameralną miejscowość...

a wieczorną porą zamknięty na wszystkie skoble...

i taki obrazek kojarzący mi się z letnimi wakacjami na polskiej wsi...

czyli wieczorny powrót z pastwiska.... 

Karadut - trochę krajobrazów...

był lekko podgórski....

żeby nie te "łyse" góry, to można by się poczuć jak na Podbeskidziu...

po iluś tam godzinach jazdy cisza krajobrazu wręcz łagodziła wszelakie odczucia...

klasyczny spacer...

cóż dodać ?

ano - będzie jeszcze kilka fotek...

to co wpadło do obiektywu...

Tokat...(1)

przed akwarium w Ogretmenevi - Tokat - przypadkowe odbicie własnej sylwetki...

Kastamonu...(4)...

każdy w życiu musi swój wózek pchać...

ale popatrzcie jak to bywa w Kastamonu...

Nemrut Dagi - nasz główny cel...(5)

wczesnym popołudniem - po ulokowaniu swoich bagaży w pensjonacie przysiedlismy w ogródku, wtedy właściciel pokazał nam album prezentujący bogactwo Nemrut Dagi...

niewiele namyślając się wykonałem kilka fotek z tego albumu, przydały się potem i teraz, można uporządkować swoją wiedzę - jakie i kogo posągi tam widzieliśmy....

na początek podaję tylko stronę pierwszą a raczej okładkę...

niestety, nie mam odnotowanego autora tego albumu, nie wiem czy to wystarczy do pokazania jeszcze kilku fotek, by nie złamać prawa - praw autorskich...

może w międzyczasie zajrzy tutaj Iza lub Admin i się wypowie ?

bo w kolejnych odcinkach chciałem pokazać już swoje fotografie, zatem ściągi z albumu traktowałbym jako materiał pomocniczy...

a to już moje dziełko, ta sama "głowa"... przyjdzie jeszcze tylko czas na opisanie "czyja"...

wiecie kogo ?

to może być tylko Antioch I..

Fotki albumu...

...nie wytnę, ale proszę zamieszczać oszczędnie :) Zestawienie rzeczywistości z wyobraźnią wychodzi nad wyraz ciekawie...

oszczędność...

narzuca formuła forum...

ale i ja też bywam oszczędny...

bo co za dużo - to niezdrowo...

trochę też przemyślałem temat...

dla mnie to dziwne, żeby na okładce / stronie tytułowej nie było autora...

tak samo na fotkach wewnątrz albumu - pozostają bezimienne...

mam nadzieję, że publikując stronę tytułową będącą zarazem okładką spełniam wszelakie uwarunkowania...

jak będą pro-autorskie protesty - będzie no problem usunąć tzw. dyskusyjne...

ale czuję, że TR w tym przypadku połknie wszelaką postać reklamy własnej produkcji...

 

Antioch I

uzupełniam... jest to Antioch I... na fotce albumowej i na na mojej jest to głowa króla z tarasu zachodniego... po analizie fotografii widać, że albumowy król grzeje się w w samo południe o czym świadczy cień... ja natomiast zamieściłem fotkę z wczesnych godzin porannych, więc król schował swoją głowę w cieniu kopca...

Nemrut Dagi - nasz główny cel...(6)

taras wschodni - wizja grafika albumowego...

a tak wygląda w realu...

król Kommageny - małej a bogatej krainy w Azji Mniejszej - znany pod "nickiem" Antioch I Theos Dijakos Epifanes Filoromajos Filhellen ( ur. 88 l przez narodzinami Chrystusa - zmarł po około 50 latach ziemskiego bytowania ) postanowił upamiętnić swoją personę na górze Nemrut ...

i wybudować mauzoleum - sanktuarium...

Pamukova - nie tylko nocleg ( 1 )...

choć zatrzymaliśmy się w Pamukova w drodze powrotnej dla nocnego odpoczynku - to dwa spacery - przedwieczorny i poranny - dały się upamiętnić...

na fotce - koło wodne na jednym z placyków... 

Nemrut Dagi - nasz główny cel...(7)

na szczycie samej góry o wysokości 2.134 m n.p.m. w paśmie górskim Antytauru ów król Antioch zafundował sobie hierotezjon, czyli cuś w gatunku "kaplicy"...

najpierw kazał usypać kopiec 50 metrowy na samym szczycie...

z ułamków skalnych...

 

kopiec zwią tumulusem... a pod kopcem na 3 tarasach wschodnim, zachodnim i północnym posadowił rzeźby - niczego sobie - każda zmierzona liczy sobie około 8 metrów - oczywiście po symulacji złożenia rzeźb w kawałkach...

obejrzeliśmy dwa tarasy - wschodni i zachodni, z północnego chyba niewiele zostało...

rzeźby przedstawiają przede wszystkim Antiocha uhonorowanego towarzystwem bóstw, które czcił, czyli Herkulesa, Zeusa, Tyche i Apollo...

na wstawionych fotkach tym razem prezentuje się Zeus... 

ponoć na przełomie XiX i XX wieku pomniki były całe, potem głowy pospadały - jedni mówią, że wskutek trzęsienia ziemi...

inni powiadają, że to jeszcze starożytni Rzymianie okazali się muzealnymi chuliganami...

w każdym bądź razie do głów na tarasie wschodnim dostępu bronią symboliczne barierki, na tarasie zachodnim można niektórych dotknąć...

moje fotki wykonane tuż przed wschodem słońca, więc ździebko niewyraźne...

Strony