Turcja 2012 relacja z wojażu jacky & maryla...

relacja...

która na samym poczatku była  projektem...

niektóre plany jak na przykład zwiedzenie Gruzji - nie spełniły się, zgodnie z naszą tradycją zostały "odłożone na za rok"... 

a nadzieje się spełniły... dotarliśmy w sobotni poranek ( 16 czerwca 2012 ) na Nemrut Dagi...

wschodzące słońce widziane ze wschodniej platformy...

  

 

kilka godzin później .... 

 

 

Arsameia - niedaleko Nemrut Dagi...

oraz...

Divrigi - moim zdaniem drugi najbardziej wartościowy punkt wojażu...

będzie więcej i fotek i tekstu...  

  

a my nadal kontynuujemy to co nas najbardziej wciagnęło...

 i jak widać nadal preferujemy zwiedzanie starożytnych pamiątek i krajobrazowych ciekawostek...

 

 

Fora: 

Nemrut Dagi - nasz główny cel...(8)

dzisiaj kolej na przedstawienie kolejnej twarzy...

eee...  głowy z Nemrut...

w albumie opisana jest hasłowo jako Kommagen...

na początek widzimy tą z tarasu wschodniego...

ale zachowała się też na tarasie zachodnim...

a tak widziana jest przez lokalnych artystów zarabiających na życie wykuwaniem miniaturek w kamieniu...

i tutaj też podpisywana jest jako Kommagene...

dopiero przeszukanie a raczej przeguglowanie uświadomiło mnie, że jest to kommageńskie i nie tylko kommageńskie bóstwo o nicku Tyche...

przyjrzeliśmy się Tyche także na tarasie zachodnim...

znalazłem też co sobą uosabia Tyche...

otóż jest to bogini usposabiająca przypadek, ślepy los...

i cuś tam jeszcze...

w mitologii ( ? ) przypisuje się Tyche jako córkę Zeusa, choć ponoć byli świadkowie, którzy "spotykali" ją z innymi ojcami...

 

na rzeźbach przedstawiana jest bardzo często z zawiązanymi oczami ...

na Nemrut widzimy ją z przepaską na czole gotową do opuszczenia od zaraz...

ale spotyka się też i Tyche z koroną na głowie w kształcie murów obronnych...

jako patronkę chroniącą miasta...

wróćmy jeszcze na chwilkę na taras wschodni, jako że oblicze Tyche zostało oświetlone promieniami słonecznymi...

i tak śmiesznie się złożyło, że chyba najlepszą jakość oblicza Tyche uzyskałem z fotoaparatu komórkowego...

i na zakończenie pamiątkowe ujęcie maryli...

 

Nemrut Dagi - nasz główny cel...(9)

kontynuujemy zwiedzanie obydwu tarasów...

ciekawostką - nie jedyną zresztą - jest podział wpływów w prezentowaniu postaci bogów i samego Antiocha...

w stylu perskim były ubrania, nakrycia głowy, fryzury...

styl grecki - to sama reprezentacja bobów oraz wykazywanie przedków Antiocha I...

każdy z posągów opatrzony był objaśniającą inskrypcją, niestety, barierki uniemożliwiły bliższy dostęp w celu weryfikacji...

zresztą i tak były w języku greckim ( moje domniemanie ) więc i tak nic bym nie skumał....

a teraz dwie skopiowane z albumu fotki ...

przyszła kolej na kryska, czyli na Heraclesa ( to z mitologii greckiej ), mitolodzy rzymscy przyobrali go w nicka Hercules....

oto Heracles na tarasie wschodnim ...

po padających promieniach sądzę, że autor wykonał je po południu...

a tu już Heracles na tarasie zachodnim...

o samym Heraclesie jest tyle informacji w necie - w szczególności na łamach wikipedzi - że nie wiem co wybrać, dla scharakteryzowania choćby skrótowego jego postaci...

na pewno ustalone zostało, że był synem Zeusa i śmiertelniczki Alkmeny...

głównie uosabia wielką siłę, męstwo, patronat zapaśnictwa i nadzwyczajnych umiejętności wojennych choćby prezentowanych w celnym strzelaniu z łuku...

i takim go po raz pierwszy ujrzeliśmy na tarasie wschodnim Nemrut Dagi, ledwo słońce się przebijało...

a jak słońce wzeszło to i razem z marylą załapali się w ogrzewajace promienie...

bo trzeba przyznać, że noce i poranki są na Nemrut Dagi bardzo zimne...

wiatr jest niesamowicie przenikliwy...

jest znaczna dyferencja cieplna z podnóżem góry, wyłącznie dla tego celu zabraliśmy z sobą polary...

w najzimniejszych powiewach wiatru zakładałem nawet na łysinę kaptur od polaru...

a tu już lampa mocniej zaczyna przygrzewać a my szybko za zwiedzającymi okrążamy tumulus i zmierzamy do tarasu zachodniego... 

a to już głowa Heraclesa z drugiej strony medalu....  eee... góry....

jesteśmy na tarasie zachodnim...

pierwsza na uwieczniającą tapetę idzie maryla...

aparat powierzam w ręce maryli - może jej się uda...

i jeszcze raz maryla z Heraclesem w tle...

na tym koniec odcinka heraclesowego, ale nie dla relacji z Nemrut Dagi...

czy są znudzeni ?

Jeszcze, jeszcze...

...ciekawie prawisz, widać, że tematyka Nemrut Dag wciągnęła Cię, a takie opowieści dobrze się czyta!

tematyka Nemrut Dagi...

dawno mnie wciągnęła...

to znaczy 3 lata temu...

co to znaczy na stare lata nadrabiać zaległości ?

Dodam jeszcze...

...nasze niepublikowane dotąd zdjęcia z Nemrut (jakość słaba, bo i sprzęt w 2005 roku był lichy jak na dzisiejsze standardy)...

Nemrut

Nemrut

Nemrut

Nemrut

fotki Izy z AD 2005...

znakomite...

dlaczego wcześniej ich nie opublikowałaś...

czyżbyś miała jakieś obawy z światlem dziennym ?

ale przede wszystkim widzę, że byliście tam z 2 - 3 godziny później niż my, tak szacuję nie znając miesiąca Wam danego...

naprawdę żałuję, że nie mogliśmy być tam dłużej, na parkingu czekał kierowca - właściciel pensjonatu...

nie umówiliśmy się z nim na stawki za nadgodziny...

poza tym na prawdę wiał przenikliwy zimny wiatr a Wam dokuczały jeno promienie największej lampy...   

Fotki z 2005 r.

Zdjęcia robiliśmy porą mocno popołudniową, właściwie tuż przed zachodem słońca. Rano też kilka strzeliliśmy, ale jakieś takie niewyraźnie były... Nie publikowałam wcześniej, były jako backup do tych z artykułu o Nemrucie :)

Iza 2 razy na ND...

no - tak skromnie zrelacjonowałaś...

a naprawdę warto tam być...

dwa razy ...

po zameldowaniu się popołudniowym w pensjonacie - potem spacerku po wsi - siedzieliśmy na czymś w gatunku tarasu i wieczorkiem, już mocno po zmroku widzieliśmy z kilkanaście busów zjeżdżających obok nas - pewnikiem do Kahty...

ale czy oni mieli siłę jeszcze raz zaliczać ND ponownie rankiem ?

myśmy ledwo noc przedrzemali a nie była to żadna rajzefiber ale dokuczliwość gorącego powietrza...

  

Trudno policzyć...

...czy jeden raz czy dwa razy. Na samym wierzchołku byliśmy popołudniu i o wschodzie słońca, ale daleko nie mieliśmy, bo nocowaliśmy tuż pod szczytem (w zasięgu pieszego, niewyczerpującego spaceru). O, tak wyglądałam rano:

Nemrut

Kastamonu...(5)...

i żeby nie zanudzić samym Nemrut'em...

jak w Kastamonu poszukiwałem starych domostw...

Nemrut Dagi - nasz główny cel...(10)

 

powróćmy na chwilę do osoby - ojca złożyciela swojego santuarium czyli króla Antiocha nr I...

źródła historyczne podają, że był on synem króla Kommageny zapisanego na kartac historii pod zwaniem Mitrydates I Kallinikos i królowej Laoduki Thei Filadelf.

Ojcu Antiocha przypisuje się spokrewnienie z Partami ale też ponoć uznaje się go za potomka króla Persów.

Matka Antiocha była zaś córką króla Seleucydów i jego żony wywodzącej się z rodziny królewskiej Egiptu.

no to się musialy owe rodziny zdrowo "napodróżować" zanim się wzięły za rozmnażanie...

ale to jeszcze nie koniec ploteczek z życia dworu...

jedne źródła podają, że Antioch I był jedynakiem a inne zaś przypisują mu ożenek z własną siostrą - przed ślubem księżniczką Isias II Filostorgos...

i z tego dziwnego związku - formalnie prawego - spłodzili aż pięciorgo dzieci...

wniosek z tego jeden król Antioch I był niezłym kochasiem i dlatego wpatrywal się tak w kolejne mityczne bóstwo - mocno i nam współczesnym znane jako Apollo...

tak oto spogląda na nas głowa Apollo, która spadła na taras wschodni...

bo jak dało się zauważyć, wszystkie postacie uwieczniono w kamieniu w postaci siedzącej, a co ? królowie - bogowie mieli wartować na stójce ?

tak zaś pokazana jest albumowo głowa Apollo też "spadnięta" na taras, tyle, że zachodni...

miały pecha, nosy im poutrącało...

zatem pora na prezentację moich fotek...

ciągle jeszcze w leciutkich, pierwszych promykach słońca...

a o samym Apollo ( nie mylić z amerykańskim programem zdobywania kosmosu ) też za dużo w necie nie znalazłem w pierwszych podejściach...

a tu już proszę wycieczki wpadły pierwsze, solidne promienie słońca na taras...

nie tylko wikipedzia twierdzi, iż Apollo był najmłodszym i najprzystojniejszym bogiem wśród mężczyzn...

na wielu rzeźbach przedstawiany jest na golasa, więc trzeba owe wizerunki chować przed małolatami, coby nie pytaly o owe "przyrządy"...

zaglądamy jeszcze na taras zachodni, tutaj głowa jeszcze w okladach zimnego powietrza...

muszę przyznać, że na tarasie zachodnim chyba więcej się ziemia potrząsła albo gorszy kamień użyto do wykuć...

tam prawie nie ostały się dolne części ciała...

prawie wszystko w drobny mak...    

jeszcze malusi suplement o Apollo...

przypisuje mu się:

- ustanowienie igrzysk pytyjskich

- przekaźnikowanie boskich, czyli Zeusa wyroków

- oczyszczanie od zła mordu

- bycie bóstwem porządku i prawa

a ponadto taką sobie historyjkę...

będąc zakochanym w Dafne ( corka Gai i Penejosa ) zalecał się ze wszystkich stron ale jakoś dziwnie nieskutecznie - jakże, to - taki piękniś...

lecz Dafne olewała tak mocno jego umizgi, że się gostek, to znaczy bóg piękności zawziął i uparł coby uwieść za każdą cenę...

począł molestować do tego stopnia, że dziewczyna uciekając przed pierwowzorem mobbingu seksualnego straciła siły...

w ostatniej chwili przed utratą dziewictwa zwróciła się do swojego taty - Penejosa - o pomoc...

na marginesie - Penejos był / jest bogiem rzek...

i stalo się jej życzenie - tatuś zamienił córkę w drzewko zwane laurowym ...

zobaczywszy skutek swojego molestowania Apollo wziął trochę gałązek z drzewa laurowego i uplótł sobie malusi wieniec zakładając sobie na głowę...

to takie odwrócenie wianka dziewiczego...

kto by to pomyślał, jakie dzieje musiało przejść drzewo laurowe ( w niektórych regionach PL zwane "bobkowym" ),  żeby moc się stać przyprawą do niedzielnego rosołku...

  

  

  

Kastamonu...(6)...

niedowiarek ze mnie...

ale stwierdzam, opis Kastamonu w Bezdrożach naprawdę mylący...

to tak - jakby jakaś sierota tłumaczyła z języka "brytyjskiego" na nasz...

kilka razy ów przewodnik wyprowadził nas na manowce...

co ? mam go poprawiać ?

nie mam czasu - następny wniosek proszę ... 

Divrigi...

...czekam na więcej - to nasz na razie niezrealizowany punkt! Rok temu się nie udało, ale co się odwlecze...

Divrigi...

będzie, będzie...

zrealizowałem za Twoim "podpuszczeniem" - za co jesteśmy wdzięczni...

będzie z kilka dobrych odcinków...

ale chcę wreszcie dokończyć Nemrut - a to też kilka dobrych odcinków... 

na razie tylko wymieniłem fotkę w czołówce z mniej ciekawej autostradowej na bardziej wciągającą... 

Nemrut Dagi - nasz główny cel...(11)

czyli w charakterze podtytułu - lwy i orły...

tak sfotografowano orła w albumie...

na wschodnim tarasie...

bo obok opisanych wcześniej bóstw król Antioch I posadowił obok siebie także posągi lwa i orła...

a poza tym posiał owe posągi na drodze do sanktuarium...

a tak myśmy zobaczyli owego lwa zaraz po wejściu na taras wschodni, jeszcze przed wschodem słońca...

jeden z tych osobników rozdziawił paszczę na nasz widok jak tylko wycelowaliśmy obiektywy na wschodni horyzont...

i pierwsze promienie slońca zaczęły przygrzewać...

jak widać na załączonym obrazku ów drapieżnik bynajmniej nie żyjący w stanie wolnym w krainie Kommageny bardzo zafascynował marylę...

spojrzenie wstecz, czy przypadkiem lew nie skoczy nam na plecy...

eee tam, zmęczony nocnym czuwaniem lew lekko ziewa...

opasany łańcuchami, coby go nie zagłaskać...

  

inny zaś lew straciwszy dolną szczękę zaśmiewa się z nas do rozpuku...

takie to czasy przychodzą na turystów....

 

 

niewiele orłów się tam uchowało, być może szykowały się juz do lotu w kierunku krainy Polan...

znalazlem jednego usadowionego w godnym towarzystwie...

Nemrut Dagi - nasz główny cel...(12)

uzupełnienie informacji ( także foto ) o nocnym zdobywaniu Nemrut Dagi...

 

uprzedzano nas, że trzeba zabrać z sobą ciepłe okrycie, polary...

uczyniliśmy to...

nie żałując wożenia na koniec świata pozornie zbywającego ubioru...

nawet gospodarz naszego pensjonatu potwierdził konieczność ciepłego ubranka...

od razu dodając, że trzeba być ubranym ciepło "od góry"...

na nogi nie trzeba było zabierać ciepłych kalesonków...

więc po podejściu z parkingu tych ponad stokilkadziesiąt ( jak nie więcej ) metrów pod górkę...

trzeba było złapać oddech...

co niniejszym uczyniła maryla...

a karawana jechała...

eee...  maszerowała...

zwolna świtało, więc latarka nie była potrzebna...

widać dorzecze rzeki, muszę poszperać w zapiskach - jak ją zwano...

bo jak się później okazało, zapoznaliśmy się ździebko bliżej z owym ciekiem wodnym...

ale o tym też będzie oddzielny wąteczek...

to już ostatnie luknięcie wstecz...

trzeba było włączyć wyższy bieg, lokalne babuszki nas chciały przegonić...

cóż - turystyka jest bez granic - rzecz jasna wiekowych...

     

Nemrut Dagi - nasz główny cel...(12a)

przesądnym i nie będzie odcinka 13stego...

:-)

my tak sobie po tym Nemrut Dagi łazikujemy a tam takie ślady historii...

oto znaleziona w wikipedii mapka Kommageny...

bardzo długo wpatrywałem się w tą mapkę, żeby ją odczytać...

a to takie proste - wszak to tylko obrzeże Morza Śródziemnego, onego czasu prawie że "pępka świata"...

a ta czerwona plameczka - to właśnie Kommagena...

czyli jak uczą nas wikipedzi - była to kraina w północnej Syrii, na pograniczu z Azją Mniejszą a Cylicją ( ? ), Kapadocją ( znamy ) a Eufratem.

Piszą, że w granicach państwa Achemenidów.

Stolicy nie oznaczono ale jako najważniejsze miasto wymienia się Samsat.

popatrzmy sobie jeszcze na krajobrazy widziane z Nemrut o wschodzie...

takie same widzieli je przed wiekami budowniczowie owego sanktuarium...

a nie było im tak lekko jak nam turystom...

podwiezionym prawie pod sam szczyt mechanicznymi rydwanami na gumowych kółkach...

początkowo Kommagen była sojusznikiem Asyrii ale na 708 lat przed Chrystusem została po prostu zaanektowana przez króla Sargona II - króla owej Asyrii...

mimo, iż bogata - przynajmniej tak uważano - nie leżała tuż przy brzegu morza...  

a jak przyszedł rok 333 przed narodzeniem Chrystusa to zawędrował tam ze swoimi uzbrojonymi w miecze i włócznie sam Aleksander Wielki i po prostu podbił ten kraj....

my tak sobie bajki opowiadamy ale powoli kierujemy się północnym zboczem - kamienistą ścieżką do tarasu zachodniego...

i znów jak widać na obrazku, wiało tak, że maryli całą misterną wakacyjną fryzurę prawie rozwaliło...

cdn...

Nemrut Dagi - nasz główny cel...(14)

zaliczywszy zatem tradycyjne perypetie z odcinkiem trzynastym....   eee... dwanaście a...

i biorąc pod uwagę małe załamanie pogody letniej AD 2012 unimożliwiające nam relaksowanie się na przydomowym ogródku...

wracam do relacji...

jako, że pozostały 3 fotki ze szczytu a konkretnie z tarasu zachodniego luknijmy i poczytajmy znów co odnotowano na kartach historii o Kommagenie... 

był nam dany zaszczyt oglądania dwóch płyt...

tej pierwszej nie rozpoznaję kto zacz...

może jakaś dobra dusza dopomoże w swoim czasie...

na tej drugiej płycie to ponoć jest a raczej był poborca podatkowy...

nie pamiętam już, gdzie o tym przeczytałem ale faktycznie widać gostka co chodzi jak ksiądz z tacą i zbiera datki...

ta płaskorzeźba cieszyła się wyjątkowym powodzeniem wśród płci pięknej...

tuż przed dojściem tam widziałem dziewczyny wręcz kładące się na tej płycie...

maryla tylko przysiadła...

a ja pomyślałem sobie - być może dziewczyny chciały nasiąknąć wiedzą jak najlepiej opodatkować nasze portfele ?

  

...

wracając zaś do historii Kommageny...

była wyjatkowo zagmatwana politycznie...

po podbiciu przez Aleksandra Wielkiego załapała się na poddaństwo monarchom Seleucydy...

a gdy tylko trony Seleucydów zaczęły się chwiać skorzystała z okazji i znów stała się niepodległa....

Ptolemeusz - dotychczasowy namiestnik objął pełnię władzy ...

dominowały tam dwa pokrewieństwa - z królami Party ale też i Egiptu...

dopiero Antioch I zaczął swoje gierki polityczne i wsparł Rzymian ...

wywiad wojskowy Kommageny dostarczał Rzymianom informacji o ruchach wojsk Party...

zawiłości polityczne ( jakże nam współcześnie znane ) spowodowały, że podczas wojny domowej u Rzymian stanął po niewłaściwej stronie i dostał w kość, będąc sojusznikiem przeciwników Oktawiana - przegrał i spadł do drugiej ligi, czyli do protektoratu rzymskiego...

wracając zaś do owego 50 metrowego kopca na szczycie Nemrut Dagi...

Antioch I pozostawił po sobie legendę, że został pochowany w owym kopcu...

ze swoimi skarbami, a jakże...

nurtowały to pokolenia a najbardziej kobietę - archeolog z USA - Teresę Goell.

podobno za czasów jej kadencji w celu znalezienia komory grobowej użyto do tego celu dynamitu...

po prostu - barbarzyństwo arcgeologiczne - zrobiono wielkie BUM, w powietrze polecialy skały i nic...

raczej nie, skutkiem owego odstrzału odnotowano obniżenie kopca o 5 metrów ...

     

Nemrut Dagi - nasz główny cel...(15)

powoli dobiega najpiękniejszy etap naszego wojażu...

na parkingu już na nas czekają...

i maryla też cała zestresowana...

co - w takie doły mamy jechać...

przecież ktoś ( wiemy kto ) straszył, że jechać w dół, to zagotuje się płyn hamulcowy...

znając praktykę naszego gospodarza szybko ciągniemy do jego autka...

na delektowanie się widokami musimy pozostawić sobie późniejsze wieczorki przy monitorze...

 

Zjazd z Nemrut

Fajne są tam wiraże, prawda? Od strony Malatyi nieźle się kręciło...

do Malatya...

to myśmy dopiero pojechali...

ale to jeszcze sporo czasu do wspomnienia na ten odcinek trasy...

Nemrut

Iza, wjechałaś na ten parking pod szczytem i stamtąd zjeżdżałaś wirażami?

Patrząc na mapę nie wygląda to strasznie, ale przestrogi Jacky'ego o stromiźnie są ważne.

Nemrut

Na Nemrut to my się wybraliśmy w 2005 roku, kiedy nawet własnego autka nie mieliśmy. Wjeżdżaliśmy i zjeżdżaliśmy midi-busem z Malatyi.

Nemrut

Ale teraz, swoim Partnerem, wjechałabyś i zjechała, śmigając na zakrętach?

Partner na Nemrut

Tak, podjelibysmy to wyzwanie, zwlaszcza biorac pod uwage inne przejechane juz trasy, zwlaszcza w Gorach Pontyjskich.

Nocleg na Nemrut

Tak mi się jeszcze przypomniało, że w 2005 roku nocowaliśmy pod szczytem Nemrut w motelu Güneş, na szczyt można było dotrzeć spacerkiem. Coś mi świta, że byli przygotowani na przyjęcie osób kempingujących, ale głowy nie dam. Ich strona www to: http://nemrutgunesmotel.com/about.html

podjazd pod Nemrut...

nie jest bynajmniej straszny dla kierowcy a już na pewno za dnia... ale jestem święcie przekonany, że silnik Twojego kampera tak się napracuje ( aż mi go szkoda )że się może na Ciebie zezłościć... wystawisz go na solidną próbę a do domowego zacisza (pewnikiem wiaty ) będzie mieć przecież tak długą drogę powrotną... wiraże - nie zrobiły na mnie większego wrażenia, choroba "morska" nie jest nam znana, więc starałem się jak najwięcej nacieszyć oczy krajobrazami...

Nemrut

Nasz kamperek to Ford z 90 r, silnik 2,5 D nie zagotuje się! W zeszłym wrześniu wjechałem na Otztal, fakt 3-2-1-2-1-1-2-3-2-1 itd. ale tych co pod górkę mnie wyprzedzali nowszym sprzętem mijałem po drodze, gdzie "odpoczywali".

Pojedziemy - zobaczymy, wszak po drodze mamy też niezłe przeprawy. Zobaczymy jak się autko sprawi w Anatolii, może się nie zezłości:)))

Na razie jeszcze walczą z pompą i wtryskami :(((

Zjazd

Wytłumacz mi, proszę, jak się wjeżdża na Namrut i dlaczego zjeżdża się mikrobusem?

wjazd / zjazd na Nemrut...

"stopień" jazdy pod górkę bardzo wysoki...

( swoją Xsarcią chyba cały czas bym dusił na jedynce, miejscowi mają chyba poprzerabiane przełożenia )...

zatem właściciele pensjonatów oferują wjazdy swoimi busikami, ceny są przystępne...

tym nie mniej pakując się po śniadanku a przechodząc obok autka którym nas wieziono na Nemrut Dagi zauważyłem sporą plamę, myślałem - przeciek oleju czy paliwa, zapytany gospodarz ze stoickim spokojem odrzekł, że jeździ na gazie...

to już nie wiem, co mu wyciekło...

w przypadku Twojego kamperka nie ryzykowałbym, płaci się tylko za bilety wstępu, nie widziałem - nie zaobserwowałem kupowania biletu dla pojazdu...

nawet kierowcy - właściciele pensjonatów nic nie płacili...

nie ryzykowałbym - widząc, jak jadący przed nami inny czterokołowiec co chwila padał, nie wiem co było, ale miał zdrowe problemy...

jeśli tam się wybierasz - pozostań na poziomie Karadut i odpocznij sobie od wolanta...

Nemrut Dagi - nasz główny cel...(16)

jeszcze małe co nie co pozostało...

czyli małe, filigranowe wręcz miniaturki - na ladzie wystawienniczej w naszym pensjonacie...

przed wjazdem na górę dawały do myślenia...

a po powrocie - stawały się przypomnieniem chwil spędzonych na górze...

jedna z takich miniaturek przywędrowała z nami do domku...

jaka - która ?

to już sobie pozostawiam na zamknięcie reportażu...

będzie - na pewno !! 

Nemrut Dagi - nasz główny cel...(17)

goszczący nas pensjonat był naprawdę kameralny...

zaspokoił nasze podstawowe potrzeby wypoczynku...

być może się będę powtarzał - zabrakło nam tam jednej rzeczy - urządzenia zwanego klimatyzacją...

sala główna kojarzyć się mogła z małą wystawą w stylu cepeliowskim...

a z tą klimą - porozglądałem się wieczorkiem podczas spaceru - poczułem się trochę jak na Podbeskidziu i rzekłem sobie - z nocną porą przyjdzie górski chłodek....

guzik z tego...

noc była chyba bardziej upalna niż nad morzem...

a na ścianach ichniej cepeliady - cuś w gatunku strojów regionalnych ?

wracając do owej klimy - później mi się już skojarzyło, że warunki pogodowe w tureckich górach kompletnie odbiegają od kojarzonych z naszymi - polskimi...

wszak jak dojeżdżaliśmy AD 2011 do wybrzeża ale im bardziej wspinaliśmy się w górę ( w górach ) - tym bardziej rosła temperatura...

wiszą na ścianie suknie kobiece kojarzyć by się mogły z wieczornymi kreacjami na naszym sylwku...

a już na pewno nie z koszulami nocnymi...

a już na pewno żadne odzienie nie było potrzebne do spania...

acha - wracając z podwieczornego spacerku trafiła się nam frajda - szczególnie maryli - ceremonialne wręcz umycie nóg... 

Nemrut Dagi - nasz główny cel...(18)

jakieś dobre ponad 300 m od naszego pensjonatu był inny - w ramach wieczornego spaceru cyknąłem tam kilka fotek....

pozornie był większy - obok na parkingu stało kilka autek na lokalnych blachach...

poszliśmy luknąć z tyłu, ciekawiło mnie jak wygląda reklamowany "camping"...

był to zwykły kawałek placu, być może dobry dla zaparkowania kampera...

pozostało nam tylko cyknąć fotkę pensjonatu od zadka...

 

  

z przodu - przy wejściu umywalnia ( dla kamperowców ? ), miejsce poboru wody i dopiero teraz zauważyłem - myjka ( cieśnieniowa ? ) do autek...

maryla poszła dowiedzieć się o cenę - wyszło na to, że dałoby się utargować jakieś pięć lira względem płaconej przez nas...

ale i tak klimy nie było, więc nie było o co kruszyć kopii...

dopiero jak wracaliśmy - przejeżdżając przez Kahtę - niestety, nie mamy dokumentacji foto - zauważyliśmy blisko centrum bardzo fikuśny motelik z klimą oraz co dość ważne - dom nauczyciela - też z klimą...

wtedy też przypomniało mi się, że jak jechaliśmy do Karadut - to właśnie na owym skrzyżowaniu jakiś naganiacz dobijał się do naszego autka...

ale wtedy jeszcze wiedzy nie miałem i gostka olałem...

być może cena byłaby również porównywalna - może trochę droższy byłby transport lokalny z Kahty na górę...

 

no i jeszcze luknięcie pod górkę, z pastwiska wracające stadko...

Karadut jest bardziej wioską...

 

Camping

Miło mi, Jacky, że zapodałeś szczegół o camperach. Ten "wodopój" to najbardziej przez nas pożądane urządzenie, cieszę się, że są w T, a już zwłaszcza, że na Nemrut.

Podziękował!

Nemrut Dagi - nasz główny cel...(19)

i jeszcze kilka fotek z zjazdu...

i w takiej chwili zaciera się we mgle granica horyzontu...

 

droga dojazdowa wyłożona kostką...

tylko miejscami uległa odkształceniom...

teraz to fajnie się jedzie, ale nocny podjazd - nie chciałoby mi się ryzykować...

zresztą, podjazd "po ćmoku" niwelował szansę zobaczenia czegokolwiek poza krótkim odcinkiem widzianym w światłach reflektorów...

cień samochodu zaczyna się z sekundy na sekundę wydłużać....

po drodze gospodarz zatrzymuje się na chwilę, chciał nam pokazać rosnącą w naturze ichnią górską herbatę...

nie znalazł a my kupiliśmy jedną z jej odmian na targowisku w Kizkalesi...

zbliżamy się już do podnóża góry, pierwsze rzadkie zabudowania i znak drogowy...

nima cudów, ruch pieszych jest tak rzadki a jednak znak ustawili...

co prawda podjeżdżając pod górę, jakiś dobry kilometr przed parkingiem widzieliśmy pasjonata, który doszedł tam całą trasę per pedes...

szacun dla kondycji i zdrowia....

spotkaliśmy go jeszcze na tarasie wschodnim jak robił zdjęcia obok nas...

a my...

za chwilkę zasiedliśmy do smacznego śniadanka...

Nemrut Dagi - dojeżdżając przez Adiyaman (20)

kilka fotek z Adiyaman ...

to maryla lubi czasami złapać za aparat i cykać przez okno....

jak wyczuwamy cuś ciekawego to szybko uchylamy okno, wtedy nie ma żadnyćh odbić ale też zaraz wpada upalne powietrze ...

oto budynek jednego z fakultetów Uniwersytetu w Adiyaman, nie jestem w stanie odszyfrować z jakiej branży...

fakt - faktem, w TR byle miasteczko ma już swój uniwersytet...

klasyczne blokowisko w centrum miasta, jednak kolory miłe dla oka, plastyczne....

klasyczny meczet, dopiero w tym roku zacząłem się zastanawiać - zadając sobie pytanie  - dlaczego na parterze współczesnych meczetów bardzo często są rozmaite sklepiki i zakłady usługowe ?

czyżby decydował o tym zwykły merkantylizm, czyli sponsor pokrywający koszty "eksploatacji" zawsze poszukiwany ?

skrzyżowanie typu rondo a na nim "wieża zegarowa", pierwszy raz cuś takiego zauważyłem w TR...

kolejne zwykłe skrzyżowanie ale cuś tam na dalekim planie widzimy ?

wycinamy, powiększamy i widzimy rogate dusze, jeno o charakterze pomnikowym...

to już dość często spotykane obiekty w centrach miast...

czyżby miały stanowić symbol miasta ?

  

Adıyaman

Poszperałam i mogę uzupełnić informacje: budynek uniwersytecki na zdjęciu to gmach Wydziału Medycznego. Te rogate dusze na pomniku to koziorożce, żyjące w okolicy. Podobno nawet organizuje się na nie polowania. Zwyczaj dekorowania skwerów i rond symbolami miasta jest w Turcji bardzo rozpowszechniony. Osobiście widziałam takich pomników mnóstwo, od bażanta w Samsunie po buraka w Turhalu. Co do wieży zegarowej (tr. saat kulesi) to też już takie widywałam, w tej chwili przypomina mi się Bursa i Corum.

Nemrut Dagi - suplement 1 - Arsameia (1)

wyjeżdżając z Nemrut a raczej z Karadut maryla sięgnęła do przewodnika i doczytała się o Arsamei...

jakoś zwątpiłem, czy jeszcze starczy nam sił...  upał też doskwierał...

ale powiedziała, że być może drugi raz już nie będziemy w tych stronych więc przyznałem jej rację...

pojechaliśmy zatem do tej letniej stolicy Kommageny...

skręcilismy zatem za pierwszym drogowskazem na prawo pokazującym drogę do Arsamei...

jechaliśmy jakimiś opłotkami, droga była fatalna....

potem się okazało, że byla inna - trochę lepsza....

dotarliśmy do szlabanu, myślałem już kupować drugi bilet ale strażnik powiedział, że ważny jest ten z ND, dobrze, że go zachowaliśmy ...

potem jeszcze z ponad kilometr do parkingu asfaltówką...

przywitała nas tablica - jak wyżej....

i jeden straganiarz z pamiątkami....

ścieżka też nie zachęcała łatwością podejścia...

ale małymi kroczkami w upale....

 

tuż pod samą górą - widok drogi dojazdowej....

w czasie całego tam pobytu oprócz nas było tylko małżeństwo z dwójką małych dzieci - prawdopodobnie obywatele z kraju kwitnącej wiśni...

przywitał nas sam Mitrades I, ojciec Antiocha Iszego...

przed nami pierwsze wejscie do jaskini a tam studnia...

zakratowana...

trochę - po raz pierwszy strach nas obleciał - wokół nadal żywej duszy...

zaczęliśmy się rozglądać za ruinami Arsamei, założonej w III wieku przed Chrystusem, wiki podaje, że sprawcą założenia był król Armenii - Arsames...

pogubić się można kto podaje prawdę...

w każdym bądź razie miasto zostało opuszczone już za czasów rzymskich a grobowce kamienne posłużyły właśnie Rzymianom do budowy kamiennego mostu - między innymi...

 

Arsameia

Rewelacja! Czekam na ciąg dalszy. Widzę, że też wyznajecie filozofię, że lepiej zobaczyć od razu, a nie odkładać na zaś, bo nigdy nie wiadomo, czy dane będzie jeszcze odwiedzić te strony :)

Nemrut Dagi - suplement 1 - Arsameia (2)

jeszcze starcza nam sił - podchodzimy z kilkanaście metrów pod górkę...

i tam klasyka ...

obrazek jednorazowy - jaką siłę w grabie ma Hercules ściskający łapkę króla...

tą chwilę uwieczniam wielokroktnie - w kąciku fotki załapuje się maryla...

jej próba uwiecznienie mojej persony z tłem Herculesa i krola kończy się totalna klapą - fotka wędruje do elektronicznego śmietnika...

nad wejściem do tunelu - lokalny "wyświetlacz" informacji - tym razem w języku greckim... 

nawet mr Google spasował przy próbie tłumaczenia...

i jak widać nośnik pijaru ugiął się pod własnym ciężarem stąd łaskawy ( a nadal nieobecny ) kustosz muzeum wspomógł starożytnych kilkoma wkładkami z kamieni wyglądających jak ytongi...

 

Nemrut Dagi - suplement 1 - Arsameia (3)

jakby ktoś chciał się zmierzyć ze starożytną greką - to na wszelki wypadek powiększyłem...

podobno jest tam opisana a raczej wykuta historia budowy Arsamei...

potem poszedłem jeszcze na górkę, szukałem rui i nic w takim gatunku nie dostrzegłem....

nawet śladów wykopalisk...

nie chcą szukać, czy już wszystko wykopali ? 

zacząłem się rozglądać po okolicy - kilka fotek - bo krajobraz naprawdę zrekompensował mi brak figur jakie wcześniej widziałem na ND...

oczywiście - popatrzałem sobie okiem człowieka współczesnego - ot, chociażby jak tam można było sobie mieszkać - wszak nie zobaczyłem żadnego zaopatrzenia w wodę...

to jak - dzbanami sobie na górę wnosili ?

zajrzałem jeszcze do tunelu, poradnik zalecał wejście z latarką...

i jeszcze szybciej się wycofałem - ciemno, "zapachy" jak z toalety i wylatujące muchy...

rozczarowanie dość znaczne - ale trzeba było tam być...

i jeszcze jedna myśl - nie zauważyłem na górze żadnego oka Wielkiego Brata, który by strzegł tak jednak ważnej pamiątki ...

a chuligaństwu niewiele trzeba do dewastacji...

może zatem chuligani są za wygodni na takie trudy zwiedzania...

Nemrut Dagi - suplement 1 - Arsameia (4)

wdrapałem się już sam na ową górę...

z lekkim strachem, wszak na nogach już od ponad tygodnia mam tylko zwykłe klapki...

żadne tam obuwie turystyczne...

jeszcze tylko kilka fotek, koduję też w szarych komórkach nie tylko widoki, rozmaite skojarzenia...

odżywają teraz - jak tylko luknę na fotki - to myślę - w onych czasach - gdy tutaj królowie jak Pudzian z Herkulesem stawali w szranki - to nad Wisłą Polanie pletli łykowe obuwie...

ciekawość została zaspokojona, oczy napasły się krajobrazem...

jeszcze jedno, dwa spojrzenia w dolinę - czy ona też kiedyś mlekiem i miodem płynęła...

tam na dole jest życiodajna woda...

powoli schodzimy na parking...

w tym czasie krótkiego spaceru po Arsamei - poza owym małżeństewm - nie spotkalismy już nikogo...

sprzedawca pamiątek - chyba nie ma kokosowego interesu na tamtejszej górze....

eee...

tuż obok parkingu widzieliśmy jakiś budynek za poważnym ogrodzeniem, bodajże pisało cuś o motelu i campingu...

nie zajrzalem interesu nie mając - może jednak bardziej szczegółowa informacja - na przykład dla kampersomanów by się zdała ?

ale któż by to przypuszczał że kolega "słodzący mężczyżna" pojedzie teraz w tamte strony ?

PS - będzie jeszcze jeden suplement...

do ND - o kamiennym moście....  

Nemrut Dagi - suplement 2 - most cesarza Septimusa Severusa (1)

po malusim sygnale na wątku "mostowym" pora na właściwy debiut...

znaleźliśmy jednen z najlepszych zachowanych rzymskich mostów kamiennych w Turcji, zwany Severan Bridge lub Septimus Severus most lub Cendere Bridge (Cendere Köprüsü) a było to w pobliżu niewielkiej wsi w prowincji  Burmapinar Adiyaman ...

po prostu wyjechaliśmy z Arsamei i zaraz za szlabanem wpadliśmy na skrzyżowanie: i w lewo i w prawo do Kahty...

i jak w tv - wybor należy do Ciebie...

przyjechaliśmy z lewej więc dawaj na prawicę...

po kilku kilometrach dość sfatygowanej asfaltówki zabieramy autostopowicza, niezbyt młodego gostka...

jechał do pracy, zagadywał nas, czy nie mamy chętki na dobre żarełko...

być może był pracownikiem gastronomii, żeby nie to, iż do obiadu mieliśmy z kilka godzin - pewnikiem skorzystalibyśmy...

widząc w nas turystów pokazał nam wkrotce na kolejnym zakręcie ów most...

a mało co a byśmy go przegapili...

 

maryla szybko skojarzyła z zapisem w przewodniku, gostek wysiadł na skrzyżowaniu a my pojechaliśmy do mostu...

zaparkowaliśmy w cieniu drzewka na niby parkingu i poszliśmy na sesję fotograficzną...

 niestety - fotki maryli nie wyszły ale na moim podopiecznym zapisało się ich sporo...

choć była bardzo wysoka temperatura powietrza - wiadomo - połowa czerwca - to też było i dużo promieni słonecznych...

wyszlo mi sporo ciekawych fotek...

choć o samym moście będzie niewiele - tyle ile wydusiłem z sieci - to myślę skorzystać z okazji i wstawiając serie fotek - popiszę sobie swoje refleksje o podróży, takie luźne - nie mają innych ilustracji, więc jest okazja...  

Nemrut Dagi - suplement 2 - most cesarza Septimusa Severusa (2)

tak jak w moim kanonie - ważny był nie tylko sam obiekt ale też jego otoczenie krajobrazowe oraz ludzie...

my dopiero zaczęliśmy "zwiedzanie" a grupa o wieku studenckim właśnie kończyła przegląd widoków...

czyli jednak przyjeżdżają tam wycieczki "nemrutowe", być może niektóre nie doceniają walorów owego mostu ?

i pierwszy rzut oka na dół a raczej na przełom rzeki tuż pod mostem...

teraz widać proporcje...

a na samym dole widać ludzi - też podziwiają...

a ja teraz lekko a może i mocno żałuję, że nie pofatygowalem się, by dotknąć "lustra wody"...

zatem mogę to polecić innym, którzy dopiero tam pojadą...

takie same spojrzenie - też w górę rzeki, tyle że na prawo ...

...

co sobie myśleli przed wiekami budowniczowie mostu ( nie koniecznie dla pana starosty )...

bynajmniej nie byli ludźmi wolnymi...

prawdopodobnie przeklinali te czasy i tą pracę ...

a ilu ich straciło żywot ? 

Nemrut Dagi - suplement 2 - most cesarza Septimusa Severusa (3)

Jak naucza nas wikipedia - rzymski most w Cendere został zbudowany w ostatnich latach II wieku, gdy cesarz  Septymiusz Sever podbił wsławił się podbiciem Mezopotamii . Wówczas stare umocnienia obrone wzdłuż górnego Eufratu zostały przebudowane a rzeka Chabinas ( poprzedzająca Cendere ) została opasana mostami przez żołnierzy legionu Flaviusza.  

Wiadomo, iż most ma 118 metrów długości i jest częścią drogi do Nemrud Dagi. Na każdym z dwóch przyczółków mostowych były dwa filary a raczej kolumny z posągiem, jeden z nich rzecz jasna dedykowany przede wszystkim cesarzowi, drugi jego żonie Julii Domnie kolejne dwa ich synom Karakalii i Geta

Kiedy ten ostatni został zamordowany, jego pomnik został usunięty, a napis z  jego nazwiskiem usunięty z kolumn.

Chciał czy nie chciał rozmiar mostu czyni wrażenie...

Wszak niejeden most w naszym kraju został zmieciony w ostatnich latach przez powódź - ale czy tych zjawisk nie odnotowano przez wieki na tamtejszych ziemiach ?

maryla postawiona u podstawy kolumny bynajmniej nie na baczność daje wyobrażenie o wielkości owego obiektu...

z czterech kolumn ponoć ostały się trzy...

czy owa czwarta nie jest przypadkiem zaczynem dla kolumny Zygmunta w naszej stolicy ?

czort wie...

ale na pewno ktoś musiał nieźle zarobić na handelku ową czwartą kolumną...

ps - piątej kolumny tam nie było i proszę nie doszukiwać się analogii z okresem zbliżonym do II-giej wojny światowej...  

Nemrut Dagi - suplement 2 - most cesarza Septimusa Severusa (4)

w internecie doczytałem się, iż ten most na rzece ( niektórzy piszą "potoku" ) Cendere ma 120 m długości i 7 m szerokości...

z jednym dużym centralnym łukiem długosci 30 metrów...

most został zbudowany z 92 kamieni bez zaprawy, każdy o wadze około 10 ton, jest prosty, minimum ozdób...

oparty został na dwóch majestatycznych skałach w najwęższym punkcie rzeki Cendere na końcu kanionu....

Jest to drugi największy zachowany most łukowy z wybudowanych przez Rzymian...

teraz analizując a raczej obrabiając fotki dla potrzeb forum zauważyłem ponownie, że bardzo blisko mostu był sympatycznie wyglądający motel...

wtedy było dopiero prawie południe, więc nie było nam w głowie szukanie noclegowni...

niestety - przegapilem się przyjrzeć się ornamentom na kolumnach...

ponoć też były tam i napisy...

a jeśli już to w języku starogreckim - więc i tak nie mógłbym "udawać greka"...

najpierw ustawiliśmy się dumni i bladzi ( jeszcze nie zdążyliśmy się opalić ) w tle mostu a wykonanie fotografii powierzyliśmy owej grupce studenckiej...

podobno jeszcze niewiele lat temu tym właśnie mostem odbywał się normalny ruch...

no - nie wyobrażam sobie przejeżdżających "tir'ów, ale małe samochody to jeszcze tak...

przynajmniej do tej pory nie ustawiono żadnych blokad ale chyba tylko ludzka przyzwoitość ( dar boski ale nadzwyczaj rzadki ) powoduje, że ryzykantów jest "mniej niż zero"...  

Nemrut Dagi - suplement 2 - most cesarza Septimusa Severusa (5)

znów spoglądamy w dół ...

na brzegu rzeki ( potoku ) widać dolmusza - kampera ?

jakiś poprzednik "lukromana" testuje sposobność kąpieli rzecznej ?

na pewno czystość wody jest stokroć lepsza aniżeli w górnośląskim dorzeczu Odry i Wisły...

i widzimy już współczesny wiadukt godzien dźwigać naciski na oś solidnie przeładowanego "tir'a"...

jakich to pojazdów bardzo dużo widzieliśmy na tureckich drogach, skuli tego, że infrastruktura kolejowa jest słabuśna...

nadrabiają nie tylko miną ale i zaległości ale do tego akapity powrócimy w drodze powrotnej...

jeszcze chwila i pojedziemy sobie owym nowym wiaduktem spogladając na miejsce, gdzie teraz stoimy...

jeszcze jedno - pamiątkowe zdjęcie - tym razem wykonane z samowyzwalacza...

aparat oparłem o ową kolumnę...

tyle, że kolumn nie widać, nad czym maryla boleje...

cuś zawsze jest kosztem czeguś...

( statyw - jak zwykle - wożony w plecaku - pozostał w bagażniku )...

inksz allah...   

Strony