Turcja 2012 relacja z wojażu jacky & maryla...

relacja...

która na samym poczatku była  projektem...

niektóre plany jak na przykład zwiedzenie Gruzji - nie spełniły się, zgodnie z naszą tradycją zostały "odłożone na za rok"... 

a nadzieje się spełniły... dotarliśmy w sobotni poranek ( 16 czerwca 2012 ) na Nemrut Dagi...

wschodzące słońce widziane ze wschodniej platformy...

  

 

kilka godzin później .... 

 

 

Arsameia - niedaleko Nemrut Dagi...

oraz...

Divrigi - moim zdaniem drugi najbardziej wartościowy punkt wojażu...

będzie więcej i fotek i tekstu...  

  

a my nadal kontynuujemy to co nas najbardziej wciagnęło...

 i jak widać nadal preferujemy zwiedzanie starożytnych pamiątek i krajobrazowych ciekawostek...

 

 

Fora: 

Nemrut Dagi - suplement 2 - most cesarza Septimusa Severusa (6)

szczytujemy...   eee... czyli wdrapujemy się na szczyt mostu...

a u podnóża widać naszą Xsarcię przycupnietą w półcieniu...

słońce wali w czachę więc szybko gonimy do autka...

w dalszym planie widać asfaltówkę, zawijającą zakrętas...

kiedyś wiodła na wprost mostu...

 

jeszcze tylko jedno luknięcie na kolumnę ...

żebym to ja wiedział wtedy - jakie na niej inskrypcje rzeźbione były...

odpalam silnik, startujemy i...

łamię kodeks drogowy zatrzymując się pośrodku nowego wiaduktu, po to tylko, żeby uwiecznić w zoomie ów staruteńki mostek...

może te fotki niewiele się różnią od siebie ale zostały wykonane różnymi zoomami...

teraz dopiero widzę krasę okolicy owego mostu...

może gdybym był młodszy a sprawniejszy to zatrzymałbym się na nocleg w zatrzymanym w kadrze motelu...

a nad świtem poszedłbym sobie na górkę nad mostem i uwieczniłbym ją z tego ujęcia ...

ha, ktoś może sobie pomyśleć - tyle rozczuleń skuli głupiego mostu ...

...

PS ... wniosek urlopowy do dyrekcji / administracji o ca 2 tygodniowy urlop - czekają na mnie i marylę skierowania do prywatnego sanatorium do Bocianowa...

obiecuję solennie - po powrocie kontynuacja reportażu - bo jeszcze jest małe co nieco - Divrigi, Tokat, jaskinia ...  

i Kizkalesowe plażowanie...

oraz mgnienia z drogi powrotnej....

narka...

PS 2 - niechaj nieśmiałe duszyczki wykorzystają moją nieobecność do debiutu w dziale reporterskim...

chętnie sobie poczytam po powrocie...

czekam też i na relację "lucromana"....      

Życzymy

miłego wypoczynku i kuracji :) Czekać będziemy z niecierpliwością... Trochę się w redakcji niepokoimy brakiem raportów Lukromana :( żeby go tam nie porwali czy cuś...

Cendere

Tam, gdzie dolmusz, tylko po drugiej stronie rzeki stanęliśmy "osiołkiem", ciesząc oczy widokiem mostu (wcześniej zdeptaliśmy do samotnie), zimną czystą wodą w upalne przedpołudnie (wody po kolana,ale silny prąd pięknie nosił)i kanionem zgłebionym tylko do pierwszej bramy. Wrażenia wspaniałe, a wyczerpujące informacje podajesz na tacy - dzięki wielkie! Pozdro Lukroman

Divrigi - historia widziana w cyfrowym obiektywie (1)....

wznawiam edycję i zatem obiecane Divrigi...

droga - do którego to miasteczka - mogła by wielu zniechęcić...

ale muszę napisać, były tam troszki trudne chwile - ale jakże malownicze...

i warte nie koniecznie poświecenia...

choć na kilku odcinkach trzeba było cieniutko tkać na jedynce...

coby kółka nie odpadli...

ale wróciłem szczęśliwie - autkiem nadal do pracy...

bez żadnych napraw...

 

 nad miasteczkiem ( liczącym ca 20.000 mieszkańców ) góruje twierdza a raczej jej ruiny...

Historyczna nazwa to Tephrike, założone zostało około roku 850 po narodzeniu Chrystusa - na ówczesnym kompletnym bezludziu ...

a dlaczego ?

bo zbudowali je Paulicjanie, określani jako ormiańscy heretycy z Bizancjum, uciekinierzy pod przywództwem niejakiego Karbeasa, mieli szczerą chęć schronić się pod ochronę kalifa z Bagdadu...

i wybudowali swoje domostwa nad rzeką Caltisuyu, będącą dopływem Eufratu...

trochę trzeba było "przekonywać" marylę, że jednak będzie warto tam być, poczuć te chwile sprzed wielu wieków...

udało się...

to co - idziemy zwiedzać ?

Divrigi - droga do miasta w obiektywie j&m (2)....

kiedyś tam Iza "postraszyła" mnie, że jest to trudna, górska droga...

gdzie tam, jak widać na załączonym obrazku jej do trasy na Kubalonkę...

wprawdzie nie prosta jak drut...

ale z dobrą nawierzchnią....

oprócz jeśli mnie zapiski nie mylą - 3 odcinków, jeden ca 500 m, dwa pozostale ca 1000 metrów każdy...

były to fragmenty drogi przygotowywanej do modernizacji, asfalt zerwany, tłuczeń nawieziony i pchaj bracie swój wózek na jedynce...

ale te zakrętasy i krajobrazy....

choć kierowca widzi tylko ca 40 % tego, co pasażer ( moja opinia ) to i tak warta skórka wyprawki...

to nie są żadne słonecznikowe krajobrazy serbskiej autobany...

o właśnie - mocniej w tamtym regionie rzuciły nam się w oczy owe "białe plamy" na szczytach wzgórz...

zatrzymałem się na poboczu...

zrobiłem "zbliżenie", rzecz jasna zoomikiem ...

potem jeszcze jedno, "mocniejsze"...

i do tej pory zadajemy sobie z marylą pytanie co to jest, co to było....

widzieliśmy "to-to" jeszcze wielokroć...

mnie kojarzyło się z resztkami śniegu widzianymi w żlebach Tatr...

ale tam ?

przy takich temperaturach ?

jakieś skały ? wapń ?

sól ?

ki czort ?

podsuwam to jako zagadkę na TwS, fundatorem nagrody może być na przykład Administracja...

ja dla obniżki kosztów zrzekam  się praw autorskich do fotografii na rzecz TwS...

zatrzymanie się na owym zaimprowizowanym parkingu zaowocowało zafascynowaniem się maryli pięknej podgórskiej łąki...

za cholerę nie chciała wrócić do autka...

ubzdurzyła sobie jakąś roślinkę coby przywieźć ją do kraju celem hodowli domowej...

prawie siłą przywróciłem ją na miejsce pasażerskie...

   

a jak już dotarliśmy na miejsce - siłą ciagnąłem ją do środka szpitala i meczetu...

a co było w środku...

poczekajta...

Moja propozycja...

...dotycząca 'białego' to jednak śnieg. Jeżeli w Górach Pontyjskich najlepsze warunki dla narciarzy utrzymują się do maja, to sądzę, że w osłoniętych kotlinach śnieg ma prawo leżeć cały rok.

biały śnieg ...

Bingo ?

nie znam tej gry ale znam hasło...

tak też przypuszczałem ale jako starozakonny niedowiarek...

nie miałem szansy dotknięcia owocu nie koniecznie zakazanego...

wszak ów śnieg był jak się zadawało w zasięgu ręki...

w linii prostej - w odległości ca 8 km...

trochę wyżej niż nasz "parking", no, może ca 400 metrów ... 

a na naszym parkingu temperatura ca 34 st. C...

połowa czerwca...

a jak dojechaliśmy za pół godziny do Divrigi to tam waliło w czachę dobre 38 st. C...

istne dziwy ...

Divrigi - wjazd do miasta w obiektywie j&m (3)....

wjeżdżamy do miasteczka...

i dopiero post factum doczytuję się w necie, że podstawą działalności gospodarczej Divrigi jest wydobycie rudy żelaznej...

ale przeróbka owego surowca odbywa się już w hucie na wybrzeżu Morza Czarnego...

transport wymaga przemieszczenia transportem kolejowym na odległość ponad 900 kilometrów...

kręcimy się u podnóża miasteczka...

dojeżdżając - byłem przygotowany na luknięcie twierdzy, nawet na YT widziałem filmik...

zatrzymujemy się na jakimś parkingu...

rozglądam się za trasą wjazdową...

ale wzrok biegnie do twierdzy...

nie uchwyciłem tego, lecz zapamiętałem, jakaś para zapaleńców podchodziła z tej strony do twierdzy jakimś skrótem...

widać, że drzewiej były tutaj mocno solidne mury i to nie tylko w jednym rzędzie...

uwieczniam jeszcze małą panoramę miasteczka od strony zachodniej ( ? ) i ruszamy na poszukiwanie złotego runa...

   

Divrigi - szpital w obiektywie j&m (4)....

tam trzeba po prostu być, żeby zrozumieć, że Wielki Meczet i Szpital jest najbardziej bogato zdobionym średniowiecznym zabytkiem w Anatolii...

najpierw sobie przeczytajmy dwujęzyczną tablicę informacyjną....

dla zapoznanych z językiem Szekspira ichnia wersja...

bo w necie tego raczej nie idzie znaleźć, albo źle szukalem...

no to "alleluja i do przodu"...

idę z aparatem a drugą ręką trzymam szczękę, żeby nie wypadła na widok owych rzeźb w kamieniu...

i już w środku, przyjemnym chłodku - zarazem w lekkich ciemnościach...

podziwianie wnętrza...  

Divrigi - szpital w obiektywie j&m (5)....

tia, teraz to jestem trochę mądrzejszy...

po lektorze z sieci...

jak widać intuicyjnie zaszedłem do pierwszego z 2 połączonych obiektów...

kompleks meczet - szpital powstał na osi północ - południe...

budownictwo przypisuje się na przełomie 2 lat 1228-1229 ( chlubny rekord czasowy ) emirowi o nazwisku Shmed Shah natomiast zwiedzany na początku marestan ( szpital dla obłąkanych ) to fundacja jego żony o nazwisku Malikutaran Malik.

( jeśli cuś przekręciłem - będzie sprostowanie )...

głównym budowniczym był architekt nazwiskiem Khurramshad z Alhlatu.

wedle zapisów historycznych leczenie pacjentów przebiegało między innymi poprzez słuchanie szumu fontanny...

zastanawiam się, czy ów segment wnętrza nie był drzewiej fonntanną...

znawcy sztuki jednomyślnie stwierdzają, iż szpital będący dwukondygnacyjnym budynkiem z centralnym dziedzińcem otoczonym portykami ( chyba przegapiłem wejście do drugiej kondygnacji albo ją nie udostępniono ) jest idealnym uzupełnieniem meczetu...

kroniki milczą o tym jaka była skuteczność metody leczniczej...

ja zaś się zastanawiam skąd się wzięła taka specjalizacja medyczna ?

biorąc pod uwagę sztukę budowniczych, czyli patrząc na sklepienie wykonane bez zaprawy betonowej - szacun bierze przeogromny...

   

Divrigi - szpital w obiektywie j&m (6)....

te kilka fotek chciałem uzupełnić tekstem z netu...

ale googlowe tłumaczenie trzeba przetłumaczyć na nasze i z tym jest problem...

jeśli dobrze rozumiem - to wnętrze szpitala zostało jakby umownie podzielone na izby, w sumie jest ich cztery w każdym z 2 rzędów...

oczywiście ścian działowych nie widać, podział przebiega nad głowami, w sklepieniach...

dbałość kustosza została ominięta przez wiązkę kabli elektrycznych, tworzą one jednak pewnego rodzaju dysonans...

a i tam widać rękę artysty, rzeźbiarza w kamieniu...

a nad jednym z wejść schody - prowadzące do ... ?

nie było się kogo o to zapytać...

i chyba dopiero następny zwiedzający a który podzieli się z nami tą wiedzą wykona kawałek dobrej roboty - bo ja już kończę obchód ( nie lekarski ) owego szpitala - czeka jeszcze przecież meczet...

Divrigi - meczet w obiektywie j&m (6)....

zatem przemieszczamy się do lokalu obok...

tym razem na początek idą wszystkie fotki wykonane na zewnątrz...

( ciagle uczę się porządkowania )...

marylę nie zwiodła intuicja - uchwyciła w obrazie ( a nie za skrzydło ) dwugłowego orła na zewnętrznej stronie bramy wejściowej....

cóż, ów ptak potem znalazł tylu chętnych do odzwierciedlania jego wizerunku w godłach państwowych i rozmaitych herbach ...

to jest ciągle mikstura fotek z 2 aparatów...

 

wejście do meczetu odległe od szpitala nawet nie na rzut beretem...   

a ja ciągle stoję i delektuję się wzrokiem wystrojem zewnętrznym...

tyle lat, wieków a "tynki" wytrzymały, jeno okna i drzwi wymieniono, tak samo rynny są wpółczesne...

ale kto tam widuje opady deszczu ? 

Divrigi - meczet w obiektywie j&m (7)....

Monumentalna architektura meczetu powala.

Szczególnie jej kamiennne rzeźby.

dociekliwy ludź wczytałby się w tekst sfotografowany nieudolnie z tablicy...

na pewno jest tam wiele ciekawych informacji...

mury solidnie nagrzane, ledwo się maryla oparła, cóż trzeba się było poświęcić dla pamiątkowej fotografii...

Portale meczetu zdają się być zapożyczone z baroku, stylu seldżuckiego a nawet gotyckiego...

( po cichu cofnąłem się wspomnieniem do swojego wojażu i pamiątkowej fotografii wykonanej przed katedrą Św. Jakuba w Santiago de Compostella - ale to jeszcze nie to )...

Wszystkie rzeźby wyryte na portalach i na ścianach są asymetryczne.

Na każdej ścianie są tysiące kamiennych rzeźbionych figur.

Główna cecha wzorów to jest ich wyjątkowość, są niepowtarzalne.

Niestety, nie wiedziałem, że fasadzie północnej jest "wieniec życia".

Nie doszliśmy tam...

I przegapiliśmy to dzieło, bo przedstawia ponoć całkowicie wyimaginowany w wyobraźni rzeźbiarzy świat roślin.

Może innym się to uda ?

      

Divrigi - meczet w obiektywie j&m (8)....

nieznudzeni moją relacją mają okazję zobaczyć jeszcze jedną serię fotek na zewnątrz meczetu...

pora będzie "przeładować" aparat na ciemniejsze obrazki...

na razie jeszcze maryla próbuje uwiecznić mnie na tle twierdzy będącej za moimi plecami ( o niej - to znaczy o twierdzy będzie znacznie mniej )....

no to bierzemy zamach i udajemy się do bramy...

ale jeszcze póki co ujmuję dwa ornamenty...

ani jestem znawcą sztuki, ani grafikiem...

więc nie dokonam analizy tej rzeźby....

tych wszystkich ornamentów...

ale bierze człeka szacun dla cierpliwej ręki rzeźbiarzy...

nie wiem, jaki to jest rodzaj kamienia ale wiadomo, że z jednej strony w kamieniu rzeźbi się bardzo trudno a jeszcze trudniej przewidzieć jaka będzie trwałość...

jeszcze tylko kątem oka rzut na uczestników wycieczki udających się do swojego autokaru... 

a w głębokim tle nasze autko ustawione w cieniu jakiegoś drzewka żeby się nie stopiło w promieniach słonecznych...

ale i tak jak wróciliśmy to na termometrze wewnętrznym dawno zabrakło skali... 

Divrigi - meczet w obiektywie j&m (9)....

no to wchodzimy, po cichutku, zostawiając swoje "sandały" w przedsionku...

dyskretnie, by nie zburzć ciszy...

przyzwyczaić wzrok do prawie że zmroku...

przestawiamy parametry aparatu...

wnętrze skromne - jak idzie o "umeblowanie"...

ale "kazalnica" ( Iza kiedyś podała lokalną nazwę ) rzuca się w oczy...

to znaczy rzuca się kazalnica a nie Iza...

płotek ci koło tej kazalnicy postawili...

jakby owych inkrustowanych w habanie drzwiczkach było małe zabezpieczenie...

maryli też się spodobało...

i też pozbyła się sandałków...

ale nie domagano się, by się okryła dodatkowo...

kustosza - takiego oficjalnego - nie spotkaliśmy...

no i co ciekawe - nie było kasy biletowej...

cdn... 

Iza a nie kazalnica...

...podpowie jeszcze raz, że fachowo nazywa się to minbar lub mimbar. Wnętrza piękne w swej surowości, czekam na jeszcze.

ładny mi ...

"minibar", ale zaliczyłem taki w Bocianowie... :-)

muszę tylko dokopać się w stercie fotografii...

niechaj mi ten żart ( nie koniecznie tynfa wart ) sam Allah wybaczy :-)

Minibar

1.  Ciekawe, jak się nazywają takie schody do mimbaru? Iza pewnie powie?

2.  Chciałeś wejść do barmana i dać mu w gębę za dolewanie wody do wszystkiego, czy po prostu zatańczyć?

Divrigi - meczet w obiektywie j&m (10)....

bardzo często fotografuję odkładając w czasie analizję ujęć...

nawet podstawa kolumny rzeźbiona w kamieniu...

no i ta cisza, wprowadzająca spokój...

mułła, ktory studiuje wersety Koranu...

blisko wierny, pewnie z tej ciszy wpadł w trans snu...

...

w przypadku takiej fotki wykonanej w kościele - notowania śpiocha bylyby przyjęte jako lekceważenie przybytku ...

i kolejne schody prowadzące do ...

no właśnie dokąd....

do zamkniętych drzwi...   

Divrigi - meczet w obiektywie j&m (11)....

tak będzie to już odcinek jedenasty o meczecie...

i ostatni o meczecie...

z owego zespołu zaliczanego do Światowego Dziedzictwa UNESCO...

i chyba najważniejsze z tego zwiedzania - poczucie spokoju tego miejsca...

spragnieni - mogą się jeszcze napić...

bo na dworze czeka na nas pieroński upał...

spogladając się wstecz zmierzamy do wyjścia...

tam też jest ciekawie...

Divrigi - twierdza ( kali ) w obiektywie j&m (1)....

niestety, nie dotarliśmy tam...

a było tak blisko...

kamieniem "ciepnąć"...

podobno wał obronny liczy półtora kilometra...

z twierdzy wybudowanej w 13 wieku niewiele jednak pozostało...

szczerze - trochę sił zabrakło w tamtejszym upale...

choć jeszcze przed wyjazdem widziałem ( bodajże na YT ) filmik ekipy wędrującej pod górkę...

to nie wpadłem na pomysł skopiowania...

widzieliśmy też autko podjeżdżające drogą za kompleksem szpital/meczet  ale oceniłem, że z uwagi na fatalny stan drogi - lepiej nie ryzykować - stanu własnego autka...

może ktuś podjedzie własnym 4 x 4 ? 

Divrigi - miasteczko w obiektywie j&m (1)....

zasadnicze zwiedzanie zakończone - przyszedł czas na "oglądnięcie" samego miasteczka po którym czynimy sobie objazdówkę  poszukiwaniu...

noclegowiska - nie zobaczyliśmy, dopiero w domowym necie - po iluś tam tygodniach znalazłem fajoski motelik...

marketu - znaleźliśmy chyba świeżo co otwartego BIMA ( odpowiednika naszej Biedronki ) - dokupiliśmy między innymi ayran na dalszą podróż...

lokancy - znaleźliśmy...

bardzo blisko centrum, choć jakby w bocznej uliczce...

żarełko było przednie...

zdjęcia wnętrza i żarełka nie wyszły, cuś skrochmaliłem z nastawieniami...

obsługiwała nas cała rodzinka na przemian - więc jakby się ktuś, czyli Lukroman pytał - nie było sensu dawać właścicielowi napiwku...

( w rzeczy samej - czasami zostawialiśmy zaokrąglony napiwek lub parę lir gostkowi, który podczas konsumpcji umył nam autko  )...

czekając na posiłek - w końcu nie było to serwowane z mikrofali - wyskoczyłem na kilka fotek na zewnątrz lokancy - ująłem poszukiwany dom w stylu osmiańskim - klasycznie - był prawie ruiną - aczkolwiek wyposażony w talerz satelity...    

Żarełko

Zazdroszczę Tobie, Izie i innym, że tak jakoś swobodnie poruszacie się po tych lokandach, chwalicie (przeważnie) ichnie jedzenie i obsługę, co nie bierze napiwków. Pytałem o te ostatnie jako nowicjusz na samodzielnym objeżdzie po  TR.  Poprzednie pobyty były zorganizowane, łącznie z jedzeniem All Inclusive Plus, więc rozumiesz, żem zielony... i wiele mnie zaskakiwało w zwyczajach gastronomicznych (i innych też). A ponieważ brakło nam odwagi na korzystanie z takich lokali, jak na zdjęciu (Czy to Ty drzwi otworzyłeś zamaszyście?), to jedzenie trafiało nam się bez rewelacji :(  Może to za karę, że mieliśmy swoje na pokładzie?

Pozdroman

żarełko...

witaj Bracie Podróżniku...

owe dźwierza lekko przymusem otwarte też dopiero na etapie preparowania fotek na potrzeby TwS dostrzegłem,,,

łoj - tyle jest spraw "dostrzyżonych" z opóźnieniem, że termin konkursu wedle Administracji tudzież Szacownej WielkiejPolanki nie zdzierży...

ale przeżyjemy...

łobaczymy sobie...

też od prawie 5 lat podchodziłem z niedowierzaniem do jakości produkcji lokant...

z czasem poglądy zmieniłem...

wrzucę tutaj co nie co, bo widzę wyższość TwS nad FB...

nie ujmując nikomu...

Allah Akbahr...

nie tylko w lokancach...  

Jedzenie

Może mam niewrazliwy  żoładek bo jedyny raz udało mi sie przytruc w trasie tylko w barze w miejscowosci Niemce. Niestety paróweczki pamietały chyba czasy Bismarka.

natomiast podczas podróży po Turcji nigdy jedzenie nie zaszkodziło. Raz tylko niezbyt smakowało. A było to po drodze z Aydin w Saraykoy. Trafilismy tam z zoną do baaaardzo lokalnej knajpy. Wierząc w zapewnienia doswiadczonych globtroperów, że warto sie stołować tam gdzie miejscowi. Miejscowych było kilku. Niestety to co nam dano do jedzenia to była psina rabana z budą i łancuchem. A rachunek mocno naciagnięty.

Od tej pory staramy sie nie uderzac w ciemno ale propatrzec sie dokladnie temu co serwuja. I nie zdarzyło nam sie zawieść. Np w Stambule czy Mugli polecamy bary szybkiej obsługi. Wszystko jest wyłożone, ciepłe i świeże bo mnóstwo klientów. oczywiscie nie jest to jakies wykwintne jedzenie. Ale smaczniejsze niz typowe adana kebab  czy mc donald. Szczególnie polecam w takich miejscach corby.

Zdarza sie rowniez ze sami wlasciciele knajp zapraszaja na zaplecze do kuchni, gdzie mozna przyjrzec sie potrawom i nie wybierac w ciemno z menu.

Polecam także korzystać w podrózy z lokalnych piekarni. W kazdej najmniejszej wsi powinna sie jakas znaleźć. Często stoi przed nia kolejka. Pieczywo najczęsciej jeszcze ciepłe. Nam najjbardziej smakuja bułki i dziwnych kształtów chleby posypywane duża iloscia sezamu. Do tego chłodny airan i mamy gotową przekaske w podrózy.

 

Divrigi - w obiektywie j&m, czyli pożegnanie z miasteczkiem....

tuż przed wyjazdem zauważam jeszcze jeden meczet, choć ponoć jest ich tam dużo więcej...

ten jest wielkości większej kaplicy...

niestety - zamknięty i to nie na skobel...

dedakację, komu ów obiekt jest przypisany można doczytać się z dwujęzycznej tablicy informacyjnej...

cóż, wolałbym zajrzeć do środka ale gdzie tu szukać "kościelnego"...   eee... "meczetowego" ? 

i znów w obiektywie twierdza...

nadal góruje nad miasteczkiem...

może jednak należało zostać się na noc i pójść na zwiedzanie skoro świt...

jednak upał przywalający nieźle i brak widoku na hotel z klimą przy skojarzeniu nieklimatyzowanego pensjonatu w Karadut - skłonił nas do szybkich kroków w kierunku bryczki...

jeszcze tylko rzut okiem na panoramę miasteczka i odjeżdżamy...

na razie koniec przygody z Divrigi...

do rozliczenia jeszcze trochę ale to już kolejne historyjki, trzeba pójść do warsztatu i obrobić fotki tudzież powrócić do odczytu zapisów w dzienniku pokładowym...

Relacja z Divrigi

W całości super opisana i udokumentowana fotograficznie. Jestem pod wrażeniem zarówno tej części Twojej relacji, jak i skrupulatności opracowania tematu góry Nemrut. Mam też wrażenie, że coraz bardziej łapiesz bakcyla w temacie opracowań w stylu 'sandałowym' co bardzo nas w redakcji cieszy :)

Kastamonu...(7)...

trochę pokićkałem z chronologią..

wytłumaczenie - najpierw chciałem napisać o naszych największych fascynacjach...

pora cofnąć się w czasie...

kątem oka zerkam do notatek czynionych przez marylę na kolanie w autku...

wtorek 12 czerwca godz 9:15 start z Karasu

15:40 wjeżdżamy do Kastamonu

po drodze było Safranbolu - wybraliśmy za przewodnikiem Kastamonu...

a jeszcze po drodze maryla pytała się - czy nie skręcić do Safranbolu ?

no i jesteśmy...

w przewodniku czytamy - że Kastamonu jest małym miasteczkiem - 60 tys mieszkańców, przewodnik z roku 2008...

przed miasteczkiem tablica - 93.400 mieszkańców...

no proszę - jak szybko rośnie w siłę i liczbę mieszkańców !!

kilka kółeczek w centrum za poszukiwaniem noclegowni i jest...

hotel Idrisoglu - po utargowaniu się - płacimy 80 lira za dwójkę ( ze śniadaniem ) ....

szybki rozpakunek - wcześniej autko zaparkowane przez naganiacza w uliczce z tyłu hotelu - zapewniał, że bezpieczne miejsce...

i wychodzimy na ulicę....

tuż pod hotelem potok uregulowany...

wzdłuż niego współczesne centrum...

krótki spacer tam i nazad...

być może będę się powtarzać z zajawkami...

wybaczcie, ale tam mi się zdaje - jest sensowniej....

miasteczko dobrze oznakowe ale w nadmiarze...

od czego zacząć, bo w przewodniku wszystko blisko i wszystko ciekawe...

bardzo stary kamienny most po odbudowie...

będzie naszym punktem orientacyjnym w terenie... 

Kastamonu...(8)...

trzy kolejne egzemplarze bazy hotelowej...

bardzo blisko naszego...

jak widać - tłoku - nie widać...

ale wszystkie te hotele pozbawione są parkingów...

a miejsca parkingowe na ulicy płatne i to słono...

kolejny hotel, więc o łóżko do spania głowa nie boli...

co najwyżej o spokojne miejsce do zaparkowania...

a my idziemy powoli do punktu odniesienia czyli do mostu...

szukając noclegu i łapiąc orientację w terenie - wykonaliśmy ulicami wiodącymi wzdłuż potoku - kilka kółek wokół owego mostu...

teraz też podeszliśmy i zaczynamy czytać z przewodnika - co by tutej i teraz zwiedzić zanim zapadnie zmrok...

most - stary - może taka jakby miniaturka tego w Mostarze...

ale jakby myśl architektoniczna wspólna...

zaglądamy do przewodnika o mieście - mało o historii...

teraz też poniewczasie lukam do listy miast w TwSie, nie widzę Kastamonu...

przewodnik podaje, że nazwa miasta pochodzi od wyrazów Castra Comneni, co oznacza zamek Komnenów - nie mylmy z Kommagenami, których ślady naznaczone są na Nemrut Dagi...

Ród Komnenów osadził swoich poddanych w tym regionie, mieście pod koniec X wieku ...

a odległości geograficzne znaczne, jako, że "tutejsi" Komnenowie mieli swoje korzenie w Edirne - noszącym nazwę Adrianopolu...

no to musieli się zdrowo nawędrować per pedes - bo to co najwyżej władca jechał na koniu...

skoro my tutaj prawie 2 dni autkiem a oni ileś tam tygodni po bezdrożach...

wdrapuję się na mostek i wyznaczam dalszą marszrutę...

bo kolejny a najbliższy obiekt muzealny jarzy się na horyzoncie...

Kastamonu...(9)...

z przewodnika czytamy - nie na głos - a raczej na głos...

a korzystamy ze słynnych "Bezdroży" ...

że przed nami meczet Nasrullah Camil i podwójna fontanna ablucyjna...

i co my widzimy - mizerną fontannę miejską...

siedzą se dziadki - emeryty - bajki se opowiadają...

to gdzie jest ten słynny meczet ?

i ta podwójna fontanna bo widzimy tylko jedną ...

cdn...

:-)

Kastamonu.- fontanna ablucyjna - (10)...

fontanna ablucyjna...

jakie to proste, przed wejściem do meczetu muzułmani są zobowiązani do umycia pewnych części ciała...

i oto ona...

otoczona arkadami i przykryta dwoma kopułami...

skoro meczet powstał w roku 1506 - to i fontanna raczej nie jest młodsza ani tym samym starsza...

nie licząć pozującej maryli - babcie myją dzieciskom dzioby, faceci obmywają spocone czoła...

Kastamonu.- fontanna ablucyjna - (11)...

z ową fontanną wiąże się pewna legenda - w pewnym sensie zacytuję nie dosłownie rzecz jasna - znane "Bezdroża"...

otóż kto się napije wody z owej fontanny - ten wróci do Kastamonu jeszcze siedem razy...

no i maryla całekiem serio się tym przejęła a nie mając pod ręką kubka postanowiła użyć garści...

niestety - momentu picia nie uchwyciłem...

przewodnik przestrzega - jakby powrót do Kastamonu miał być karą, nie robi to jednak na mnie wrażenia jako, że chętnie wróciłbym ale też droga wedle Kastamonu jest drogą na wschód Turcji a dalej jest jeszcze ciekawiej...

lekko okrążamy fontannę i wychodzimy na mały plac... 

jeszcze jedno ujęcie fontanny i ...

ponowne zagłębienie się  w lekturę przewodnika...

jak widać na załączonym obrazku cienie powoli ale też coraz bardziej zdecydowanie wydłużają się a my chcemy jak najwięcej zobaczyć przed zmrokiem...

Kastamonu - meczet Nasrullah Camil (1)...

nie widząc, by przed wejściem tłoczył się tłum turystów ani też wiernych postanawiamy zwiedzić go...

i tak w oknach meczetu - odbija się widok fontanny...

przy wejściu tablice ogłoszeniowe - nawet gdybym na nie spojrzał i uwiecznił - to i tak bym nie zrozumiał...

ale domyślać się można, że raczej są ogłoszenia związane z życiem religijnym a nie "typu sprzedać" - kupić jak w marketach...

kuta ( tłoczona ) w metalu ( mosiądzu ) tablica jest uwieczniona..

i już jesteśmy w środku - to znaczy najpierw w szatni a raczej w "obuwni"...

zrzucić z siebie sandały to nie znaczy porzucić Turcję w sandałach...

idąc na bosaka jakby podświadomie czujemy się jeszcze bliżej goszczącego nas kraju...

tyle, że dla porządku dodam - nie zajrzałem za drzwi owej szatni, więc nie wiem, czy znajdują się tam półki na obuwie ?

  

Kastamonu - meczet Nasrullah Camil (2)...

wchodzimy zatem i tuż za wejściem ( czytaj - drewninaną "budką" - nie wiem, czy Iza pospieszy z odsieczą informacyjną - jaki charakter ma ów obiekt ) widzimy płeć odmienną - zatopioną jakby w modlitwie...

wchodząc do cerkwi prawosławnej napotykamy się bardzo często na popadię lub mniszkę upłynniającą zapasy świec...

a tutaj nikogo z handlem ani obnośnym ani stacjonarnym ?

ani żadnej sprzedaży biletów wstępu - co już powoli staje się standartem przy zwiedzaniu  kościołów w UE ... 

idąc nie koniecznie na paluszkach ale też nie szurając piętami stajemy prawie vis a vis jakiejś wnęki w murze....

jakby wyłożonej marmurem...

znów brakuje nam przewodnika - coż to zaś jest ?

i znów brakuje tłumacza - co znaczą owe witraże ?

dlaczego są i co obrazują rzeźbione ( kute ) kraty w oknach ?

dlaczego tylko są kraty na parterze, czyżby jak w kościołach mają chronić przez złodziejaszkami ?

piękny ten stojący "kandelabr" nieprawdaż ?

kolejny egzemplarz min-baru...

czuje się dyferencję w wykonaniu owych "barów" ?

jakie mają znaczenie - jaką rangę ?

 

  

Nasrullah Camii

A malowidła? Widać na Twoich zdjęciach, że kopuła(y) jest w całości pomalowana, dośc nietypowo jak na meczety. No i medaliony (czy jak tam się zwą te owalne obrazki) - czy coś przedstawiają? Wszak meczet pochodzi z czasów gdy niejaki Buonarotti też malował domy modlitwy.. Są jakieś podobieństwa?

podobieństwa...

na FB i VF opublikowałem zagadkę...

pod tytułem - kto widzi podobieństwo do...

bo według mnie ...

jest mocno znaczące...

czyżby aż tak wielki przypadek ? zbieżność sytuacyjna ?

 

 

 

 

Medaliony

Jeżeli chodzi Ci o te okrągłe medaliony z ciemnym tłem, to wypisane są na nich w arabskiej kaligrafii różne teksty z Koranu lub imiona Mahometa i Allacha. Podobne, chociaż znacznie większe, wiszą w Stambule w Hagia Sophia.

Wnęka w murze...

...zazwyczaj na planie półokrągłym to tzw. mihrab. Wskazuje wiernym kierunek na Mekkę - tam należy się kierować podczas modlitwy.

mihrab...

Iza jest niezastąpiona...

no qurde - brakowało nam takiego Anioła Stróża za plecami...

Kastamonu - meczet Nasrullah Camil (3)...

gra świateł na minbarze ?

i owe medaliony z cytatami z Koranu...

i skąd tu znaleźć tłumaczenia ?

googlowy tłumacz rady nie da, bo niby jak ?

cisza, cisza i jeszcze raz cisza...

maryla też, bez żadnej dodatkowej - nadobowiązkowej części garderoby...

czyżby jej strój był wystarczającym minimum - jak na wymagania reguł muzułmańskich świątyń ? 

Kastamonu - meczet Nasrullah Camil (4)...

i zaś na kolumnie przyklejona kolejna mała kazalnica...

trochę ciężko byłoby się tam wdrapać więc na dzisiejsze czasy zamontowano tam głosnik a raczej kolumnę...

w jednym z rogów przycupnęła szafa...

a w niej jakieś knigi...

uzupełnienia lektury do Koranu...

czy cuś innego ?

nie sprawdzałem, bo i tak bym nie odczytał tekstu pisanego robaczkami...

i jeszcze jedno ustrojstwo o charakterze minbaru...

czyli w jednym meczecie aże 3 "kazalnice"...

 

stanąłem i musiałem nieżle głupią minę zrobić...

bo jedynie Iza wytłumaczy ową potrójność kazalnic...

tak sobie po cichu myślę - przydałby się też jakiś zaprzyjaźniony mulla, coby od czasu do czasu jakieś lekcje uczynił...

na innym forum - przed laty zgłosił się takowy - ale ponoć do Arabii Saudyjskiej delegowany został i ślad po nim zaginął... 

Kastamonu - meczet Nasrullah Camil (5)...

zatem na dzisiejszy wieczór zaprojektowałem sobie wrzucić ostatnie fotki z tego meczetu...

wychodzimy powoli zostawiając za sobą ciszę... jak do tej pory krępowałem się wchodzić do meczetów... odważyłem się ale jak na razie - nie w czasie modłów... wtedy na pewno nie mógłbym wykonać tylu fotek...

ale właśnie - w przedsionku spostrzegamy wiernego...

przyszedł - lecz modli się - ale nie we wnętrzu...

dlaczego ?

i tego typu obrazki widywałem dość często...

lecz głównie na chwilę modlitewnego skupienia wpadali solo do meczetu przedstawiciele płci brzydkiej ...

płeć ładniejsza raczej nie była tam reprezentowana...

Kastamonu ...

przewodnik podaje, że z tyłu meczetu znajduje się...

czyli cuś w gatunku małego centrum handlu pamiątkami...

zbytnio wzroku wytężać nie potrzeba ...

żadnego klienta, straganu, wręcz żywej duszy ani widu ani słychu...

ale żeby do wieży minaretu przykleić bazar z pamiątkami...

to w innym kraju konserwator zabytków rwałby włosy...

z głowy budowniczego owego bazarku...

trudno, proszę wycieczki - leziemy dalej... 

Minaret

A zaglądałeś do minaretu ?  widać drzwiczki... Kiedyś muezzin musiał wchodzić parę razy dziennie..

Swoją drogą, niezwykłe, że minaret stoi sam, nie przyklejony do meczetu. Pewnie dlatego dokleili ten kiosk:)

minaret...

faktycznie - nie pomyślałem...

może i dlatego, że nie wiem, czy zostałbym wpuszczony ?

ponadto czas pierońsko uciekał...

a przed nami było jeszcze tyle do oglądania...

...

na pewno przy kolejnej wizycie w okolicy wejścia otwartego do minaretu nie omieszkam skorzystać z okazji...

być może i panorama miasta / okolicy będzie godniej upamiętniona na kliszy elektronicznej...

Kastamonu ...( Asirefendi Hani )

bodajże wchodząc po schodach z placu przed meczetem widzimy Asirefendi Hani...

i od razu widać w głębi ogródek piwny...

informacji w necie niewiele ale co nieco zacytuję....

budowę zakończono w roku 1746....

Zajazd jest prostokątny, wykonany z kamienia cięcia i gruz.

Budynek jest prostokątny.

Pokoje na parterze były stajniami.

Wejście ozgobione jest mieszaniną kamieni i cegieł misternie skomponowanych.

Na prawo i lewo od wejścia sa oddzielne schody pnące się na górę.

A tam na Iszym piętrze znajduje się 29 pokoi.

jeszcze przed wejściem przepuszczamy ruchomy sklepik, pewnie wraca z niedaleko położonego bazaru...

cóż - należy co najmniej zajrzeć na dziedziniec...

potwierdza się, w środku ogródek piwny i sporo zaniedbanych sklepików...

jeśli dobrze sobie przetłumaczyłem inne informacje ( wiadomo - google też trzeba tłumaczyć na nasze ) to ponoć prawowity spadkobierca chciałby z pomocą miasta przywrócić pierwotny charakter...

ale na pewno renowatorów czeka sporo pracy - przecież trzeba będzie usunąć choćby owe urządzenia chłodzące, nowoczesne okna...

zapadał zwolna cień ...

pora wycofać się...

a szukając w necie znalazłem jeszcze jedną fotkę, przy mocniejszym oświetleniu....

oto ona - poniżej...

 

to jest chyba ów spadkobierca i marzyciel - odnowiciel...

może mu się poszczęści ?

Kastamonu ...spacerkiem po mieście (1)

a będzie tego sporo...

zaczynamy...

na czole pochodu maryla z kodakiem...

wciskamy się w wąskie - handlowe - uliczki...

za jakimś skwerkiem handel tekstylny...

nawet nam nie przyszło do głowy choćby o cenę spytać...

teraz widać, przynajmniej z daleka, że niektóre wyroby całkiem atrakcyjne...

a może mi się tak zdaje - że tak oceniam damską garderobę...

motyw "non-stop"...

czyli...

stare osmańskie domostwa...

będzie tego jeszcze sporo...

...

jest przed nami jesienny weekend...

spreparowałem co nie co fotek...

i będę nawijać ...

a Wy nawijajcie pytania...

Komentarze do spacerku po Kastamonu

Mnie bardziej od ciuchów na skwerku interesuje sklepik po lewej (na zdjęcie patrząc) - jeśli się nie mylę to sprzedają tam miód... Zauważyłeś może jakieś lokalne wyroby spożywcze (sery, dżemy itp.)? Ciekawe, w czym się tam specjalizują? Druga kwestia to aparaty foto - piszesz, że Maryla chodziła z Kodakiem - możesz zdradzić jakie macie modele sprzętu do uwieczniania wypraw?

kodak easy share C 713...

kupiony w Biedronce ....

musi mieć sprzyjające warunki - czyli dobre światło....

to jest pierwszy aparat, w rękach maryli...

traktowany jako rezerwa i sprzęt w rękach połowicy...

nie mamy presji na posiadanie dobrego sprzętu...

chcemy tylko dokumentować - gdzie i kiedy byliśmy...

aparaty są słabe albo dopiero my uczymy się nimi posługiwać...

myślałem o tym napisać na blogu...

uprzedziłaś mnie ...

mizernym pocieszeniem jest i to, że Romek ( Lukroman ) - sorki za zdradę nicka - też nie opanował sprzętu w warunkach nocnych... 

PS - a co "miodzia" to jeszcze będą dygresje....

Strony