Turcja 2012 relacja z wojażu jacky & maryla...

relacja...

która na samym poczatku była  projektem...

niektóre plany jak na przykład zwiedzenie Gruzji - nie spełniły się, zgodnie z naszą tradycją zostały "odłożone na za rok"... 

a nadzieje się spełniły... dotarliśmy w sobotni poranek ( 16 czerwca 2012 ) na Nemrut Dagi...

wschodzące słońce widziane ze wschodniej platformy...

  

 

kilka godzin później .... 

 

 

Arsameia - niedaleko Nemrut Dagi...

oraz...

Divrigi - moim zdaniem drugi najbardziej wartościowy punkt wojażu...

będzie więcej i fotek i tekstu...  

  

a my nadal kontynuujemy to co nas najbardziej wciagnęło...

 i jak widać nadal preferujemy zwiedzanie starożytnych pamiątek i krajobrazowych ciekawostek...

 

 

Fora: 

W takim razie...

...czekam na wpis blogowy z omówieniem sprzętu (bo napisałeś tylko o backupowym) i na dygresje miodowe :)

zdjęcia

Romek podpisuje się pod powyższa opinią - nie mam pretensji do robienia zdjęć artystycznych, ważna jest dokumentacja chwilowego widoku, jakiejś sytuacji, żeby ją sobie kiedyś później przypomnieć. I tak najważniejsze są zdjęcia zapisane na matrycy szarych komórek :)

Kastamonu ...spacerkiem po mieście (2)

z tym miodziem to krótka piłka...

nie nastawiliśmy się na zakupy bazarowe w mieście, więc wyjeżdżając rankiem tuż za miastem, no może jakieś 30 km - zauważylismy stolik z miodami przy drodze...

zawróciłem, po chwili wyszła gospodyni, ceny poszczególnych słoików zdawały mi się wygórowane, po twardej dyskusji doszliśmy do porozumienia i wkrótce słoik z lokalnej pasieki wylądował w naszym bagażniku towarzysząc nam aż do samego domku...

na pewno nie był to miodzio jak się czyta na kupowanych w naszych marketach - "wyprodukowane z mieszanki miodów z krajów UE i poza unijnych" - proporcji nikt nie jest w stanie nawet wyszacować, czyli wskaźnik chińszczyzny nie do określenia...

jadziemy dalej Panie Zielonka,  czyli wracamy na uliczki Kastamonu...

dość długo szukałem namiaru na twierdzę, w końcu spasowałem...

braliśmy widoki jak leci, samo życie...

czasami zdawało nam się, że chyba łapiemy kierunek...

  

i wtedy - w zaułkach - widąc handelek - produkty na zaopatrzenie rolnictwa ...

aż mnie skręciło....

może z uwagi na wspomnienia sprzed bardzo wielu lat, wakacji chłopaka z miasta spędzane na prostej, polskiej wsi...

niektóre obiekty to chyba nawet stare kuźnie, tyle, że kowali już nie było...

( a nam się marzy kurna chata ... )

Kastamonu ...spacerkiem po mieście (3)

cały czas towarzyszył mi motyw - wyszukiwania starych domostw...

ale też ich odnowionych postaci...

przyrównując je na przemian odnosiłem wtedy a i ugruntowałem w sobie odczucie, iż...

te stare domy i ich otoczenie żyły...   czuło się życie w ich okolicy...

odremontowane zaś - niby w starym stylu - ( nie wiem, czy przejmowali się zaleceniami jakiś tam konserwatorów zabytkow ) - stawały się puste, opuszczone przez mieszkańców i sąsiadow...

 

 

a jak już stara kamieniczka została zmodernizowana i jej parter zadaptowany na cele salonu sukien i garniturów ślubnych to od razu zakratowanie okien uczyniło jakiś mniej przyjemny dla oka obiekt...

czy nie będzie gdzieś tlić się skojarzenie odrzucające chęć zakupu stroju tak ważnego na tak ważne wydarzenie życiowe - w takim oto "więzieniu" ?   

Kastamonu ...spacerkiem po mieście (4)

Kursunlu Han...

pojawił się na horyzoncie...

wejście i od razu zaskoczenie...

taki reprezentacyjny obiekt a wejście jakby do piwnicy, sutereny wręcz...

stąd bylo nawet zawahanie - czy aby warto ?

ale blachę to sobie nieźle strzelili...

a propo po metalu...

jak szukałem w necie info o tym zajeździe - to netowy tłumacz przekładał nazwę na "ołów", to znaczy początek nazwy...

hm...

ale dziedziniec okazuje się już okazały, zadbany...

cóż - szybka orientacja - teraz jest to hotel wysokiej klasy...

i pomyśleć - taki stary zajazd - wybudowany przecież już w latach 1443 - 1461 przez Ismaila Bey Kemalettina...

szczyt swojej wielkości i dochodowości osiagnął w latach 1689 - 1691...

potem przyszły chudsze lata...

może szlaki wędrowne się zmieniły...

Kurşunlu Han

Nazwa rzeczywiście oznacza 'ołowiany karawanseraj' i nie jest wyjątkowa - w Stambule też taki mają. Nazwa pochodzi od dachu budowli, oryginalnie krytego ołowiem. Co do zejścia 'jakby do piwnicy' to efekt można zapewne wytłumaczyć znanym wśród archeologów zjawiskiem podnoszenia się poziomu 'zerowego' czyli gruntu w miastach. Wejście do karawanseraju zostało na poziomie gruntu sprzed 600 lat...

Ołowiany dach...

acha - czyli taki odpowiednik Pałacu Doży...

jak chodzi o dach...

no i Casanova chyba tam nie dotarł :-)

Kastamonu ...spacerkiem po mieście (5)

niedzielka powoli zbliża się do końca....

w ciągu tygodnia trudniej wygospodarować czas na pisanie relacji ...

zostało mi jeszcze kilka fotek...

właściwie to pierwszy raz w życiu tak dokładnie ( przynajmniej tak nam się zdaje ) przyjżeliśmy się kerwanserajowi - jego uwspółcześnionej formie...

tam z tyłu - za plecami maryli widać główne wejście - jak się później okazało - tamże jest recepcja hotelowa...

tablica upamiętniająca odbudowę, czyli widok przed renowacją...

troszkę bliżej - widać jakby magazyn płodów rolnych ...

przechodząc przez recepcję mignęła mi myśl - a tak dla ciekawości poprosić o pokazanie wnętrza pokoju hotelowego...

ale gdzie tam - chcieliśmy jeszcze cuś więcej zobaczyć...

ale nie ma nic straconego...

poszukując dzisiaj w sieci informacji o tym zajeździe - znalazłem je na profilu fejsbukowym...

i tam "zaprzyjaźniając" się, no - może nie - dokładniej "lubiąc" ich zajrzałem do ichniej galerii fotograficznej...

zatem w kolejnym poście zaprezentuję kilka fotek z wnętrza oraz z miejsca i w czasie, gdy nas tam nie było...

a ponieważ jest to de facto materiał reklamowy hotelu - więc powinni nie tylko być radzi z dodatkowej a frikowej reklamy, tudzież nie powinno być dylematu prawnego z wskazaniem praw autorskich...   

Kastamonu ...spacerkiem po mieście (7)

wyłazimy Ci ja Panie Dziejku z owego kerwanseraju głównymi wrotami na ulicę...

iiii...

i jesteśmy na jakimś pozornie nieciekwaym zaulku...

  

teraz to i ja też jestem mądrzejszy...

bo w przewodniku napisali - że to mocno staruteńki bazar...

ale nieczynny, nas nie wpuszczą - nie jest wyremontowany...

i koniec dyskusji - nie wiem z kim...

budowla w całej okazałości solidnie się prezentuje...

maryla się rozpędziła...

a ja ją hamuję...

bo jakiegoś gostka w podejrzanej - w naszym mniemaniu - pozycji widzę ...

ale spoko...

 

kolejna chwila refleksji - co czynić dalej ...

jeszcze jedno ujęcie na orientację...

tutejsze kocurki zasuwają rzucone im z pobliskiej pizzerni kawałki ichniej produkcji...

i jeszcze się rozglądają - nie wiem za czym...

ale na pewno nie podejmiemy tutaj decyzji zasilenia naszych żołądków...

koty wystawiają cenzurkę producentom...

to już prędzej - patrząc na dojrzałe kury w kojcu tuż obok...

byśmy zjedli jakiś rosołek...

ale ichnia droga na talerz maluje się tak długa, że wolimy popchać nas wózek do przodu...   

Kocurki

Ten gostek na zdjęciu z kocurkami naprawdę podejrzany - i to wielokroć!

1.Podejrzany jako sam w sobie gostek miejscowy niepewnej konduity

2. Podejrzany przez twoje oko uzbrojone w obiektyw

3. Podejrzane - co on robi?

4. Podejrzewam, że czyni ablucje pewnej części ciała

5. Co Ty podejrzałeś?

"podejrzenia"...

wg metodologii spojrzenia w okolicach konsumpcji krajowych - browarnianych produktów a gdzie miejsc upłynniania nadwyżek płynów brak..

wszak "efes" tez potrafi pocisnąć...

czyniąc fotki - nawet tego nie zauważyłem, dopiero podczas preprowania fotek na potrzeby netu - wyszło na jaw ...

i pomyśleć, że gdybyś podjechał swoim kamperem - napełnilyś cysternę hadwazero do pełna :-)

hadwazero

Napełniałem baki w takich przybytkach nie raz!  Dobrze, że to była woda tylko do mycia, nie do picia, ale i tak już mi się obrzydziło .((

Pocieszające jest,  że na wschodzie piwa nie uświadczysz. Może nam zatem do wody nie dolali...?

Kastamonu ...spacerkiem po mieście (8)

idąc przed siebie mijamy łaźnię Araba Pazari...

później też koło niej przejdziemy...

na razie do przodu...

kątem oka...   eee...  kątem obiektywu...

notujemy bazar owocowy...

i już jesteśmy przed jakimś pałacem...

zaglądam do przewodnika i czytam...

Osmanli Sarayi Ottoman Palace ...

czyli Pałac Osmanów...

ponoć przez pewien był nawet nawet jakimś budynkiem urzędowym...

takim magistratem...

a teraz jest hotelem... 

fundatorzy a budowniczowie tego obiektu zaistniałego pod koniec XIX wieku nawet nie spodziewaliby się jaki charakter po latach przydzieje...

zoomuję jeszcze na pamiątkę szyld i odchodzimy, trochę żałuję, że jednak nie zajrzałem do środka...

ale nie wszystko jest jeszcze stracone...

 

Kastamonu ...spacerkiem po mieście (9)

Profil Pałacu Osmańskiego na FB - z galerią zdjęć. [notatka Administracji TwS]

 

...

więcej nie dostrzegłem już więcej ciekawostek....

ale po raz drugi posłużyłem się podglądem z FB a tym samym obcymi pracami...

biorąc pod uwagę nagłaśnianie obecnie na FB apele o zastrzeganie sobie praw autorskich - nie odbieram, żeby mnie to dotyczyło...

nie widziałem żadnych zastrzeżeń praw autorskich ani po turecku, ani...

może do nich jeszcze to nie dotarło...

starczy na teraz - pora iść do laboratorium i spreparować na Irfanviu kolejną serię fotek...

bo nasz spacer po uliczkach Kastamonu trwa...

a jak komuś się znudził, może iść spać...

narka...  

FB a prawa autorskie

Jacky, wszystkie prace są chronione prawem autorskim, niezależnie od tego, czy ich twórca wkleił na FB jakąś notkę w języku dowolnym. Prawo autorskie jest niezbywalne i nie wynika z żadnej polityki jakiegokolwiek portalu... Te notki na FB są nieznaczące, bo i tak zapisując się do tego towarzystwa, wyrażasz zgodę na przestrzeganie panujących tam zasad i publikując tam zdjęcia też trzeba tych zasad przestrzegać. Podkradać z FB zdjęć też nie wolno, więc administracja musi się naradzić, co z tym tu opublikowanymi zrobić... Najlepiej by było, gdyby znikły same z siebie :)

notki z FB...

a czy dla satystakcji autora i dla zgody z prawem nie wystarczy podanie ich źródła ?

co przecież uczyniłem...

może trzeba bardziej wyraźniej...

ale jeśli Pan Radca Prawny stwierdzi naruszenie praw nie zaprotestuję za akcję usuwania :-)

 

....

PS - istnieje też opcja pozyskania zgodny Pałacu Osmańskiego na publikację ich fotek - wszak to jest dla nich bezpłatna reklama - uczynię to jednak po potwierdzeniu przez Pana Radcę Prawnego...

 

Wtrącę nieśmiało...

...swoje trzy grosze - Jacky, czy nie sądzisz, że jednak wystarczy sugestia - było nie było - gospodyni tego portalu, która, w moim odczuciu przynajmniej, zwróciła się do Ciebie z prośbą o usunięcie problematycznych zdjęć?  Chyba powinna wystarczyć... A poza tym - po co nad fajną, bogatą w rozmaite materiały zdjęciowe i szczegółową relacją z podróży rozsnuwać ponury cień podejrzenia o naruszenie czyichkolwiek praw autorskich?  Przecież wystarczyłby link do strony ich właściciela.  Może jednak naprawdę byłoby lepiej te zdjęcia po prostu usunąć?... Przepraszam, że się wtrącam.   Całą relację czytam (i oglądam) z zainteresowaniem, urzekły mnie zwłaszcza niektóre widoczki z Nemrut Dag (choćby ten umieszczony w nagłówku Waszej relacji).   Może warto jednak usunąć stąd te "cudzesy"?

Miałam niedawno taki pomysł - niedługo przed tym, jak pojawiły się tu "pożyczone" zdjęcia - żeby zaproponować Izie, że napiszę do tureckiego Ministerstwa Kultury i Turystyki z informacją o "Turcji w Sandałach" - ot, żeby pochwalić się Turkom, że mamy tutaj taki fajny portal, może przesłaliby dla TwS jakieś pozdrowienia??  Napisałam już nawet szkic tego maila, znalazłam adres, ale potem - kiedy pojawiły się te zdjęcia - nabrałam wątpliwości, czy w ogóle proponować Izie coś takiego. Jeśliby Turcy weszli na nasz portal i odkryli, że lansujemy się na nim z cudzymi zdjęciami, nie byliby pewnie zachwyceni, a kto wie, czy w końcu nie byłoby też z tego jakichś poważniejszych konsekwencji.  Stwierdziłam więc, że póki te zdjęcia "wiszą", nie będę nawet wychodzić z taką inicjatywą. A może byłoby warto?... Pozdrawiam.

Pauli...

...bardzo dziękuję za Twój wpis, bardzo się staram, żeby prawa autorskie były tu przestrzegane, ale chciałam dać Jacky'emu trochę czasu, żeby sam je usunął, po przemyśleniu sprawy. Kwestie praw autorskich do materiałów umieszczanych w Internecie są niestety często mylnie rozumiane i zapewne przydałaby się jakaś kampania informacyjna na ten temat... Cudzesy zasadniczo nie są nam potrzebne, zwłaszcza przy bogactwie materiałów własnych umieszczanych tu przez naszych Przyjaciół - do których zaliczam zarówno Ciebie, jak i Jackiego.

Pomysł tego maila to dla mnie bardzo miła nowina, mam nadzieję, że się nie zniechęcisz ;)

Izo...

bardzo się cieszę, że pomysł Ci się spodobał. Kopię maila mam w domu - prześlę Ci ją po powrocie z pracy do wstępnej akceptacji :), a jak się rozwinie dalej sytuacja, zobaczymy. Pozdrawiam !

problem "cudzesów"...

wydawało mi się, że dość przejrzyście dałem Izie prawo i dysponowania moimi fotkami tutaj zamieszczonymi i równocześnie skasowania tych, ze zbiorów "zastrzeżonych"...

zresztą i tak już kiedyś Iza skasowała moje "nieprawomyślne" teksty z bloga i nie rozdzierałem z tego tytułu szat...

zrobiła się cisza do czasu odnowienia ścieżki przez Paulę...

a zatem podejmując a raczej kontynuując wyzwanie ( losu ) sugeruję:

1. napiszę do posiadacza, czyli do FB Pałacu Osmańskiego o zgodę na publikację, odpowiedzią - jakakolwiek będzie - się pochwalę i w zależności od jej treści zawnioskuję o kasację finalną lub wskażę uzasadnienie do podtrzymania,

2. starając się domknąć ową ścieżkę w czasie trybu urzędowego - znanego u biuralistów jako okres 2 tygodniowy - będę trzymał Paulę za słowo, iż napisze co zasygnalizowała i też się objawi...

niezależnie od powyższego - moje odczucie do biuralistów, szczególnie tych zza Bosforu - raczej jest nasączone powątpiewaniem - sam swego czasu ( czyli jakieś 3 lata ) próbowałem pozyskać pewne informacje z stanowiska informacji turystycznej ambasady TR w Warszawie, przy braku odpowiedzi pociskałem przez takąż samą placówkę dyplomatyczną w Berlinie - z równie zerowym skutkiem...

Uczucia mając mieszane - wszak spółka Iza & Jarek dostali już urzędowy grant z TR - także zaskakująco zakończył się epizod Błażeja z zagubionymi autodokumentami - zawsze stawiam na optymistyczne rozwiązanie problemu...

narka  

to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

Sprawa grantu z TR

Ja tylko tak gwoli sprostowania pragnę napisać, że ów otrzymany przez nas grant był przyznany przez prywatną fundację z siedzibą w Stanach Zjednoczonych (Turkish Cultural Foundation), nie mającą nic wspólnego z urzędami Republiki Tureckiej. Pieniądze z tego grantu zostały wydane zgodnie z przedłożonym we wniosku grantowym budżetem, który przedłożyliśmy w TCF. Podsumowując te wydatki, to większość z nich poszła na słynne TwS-owe koszulki rozdawane w ramach nagród konkursowych. Na wiele więcej tego nie starczyło :)

Nie jesteśmy także łasi na pieniądze, jednak miło jest zawsze usłyszeć, że ktoś docenia nasz wkład w rozwój tego portalu. Gdybyśmy mieli liczyć finansowo, to powinniśmy ten 'biznes' zwinąć już parę lat temu - na szczęście wystarcza nam zarówno zapału jak i środków pieniężnych pozyskanych z własnej, niezwiązanej z Turcją w Sandałach pracy. Dlatego też wdzięczna jestem Pauli za jej propozycję, chociaż zdają sobie sprawę pewnej opieszałości tureckich przedstawicielstw, ambasad i ministerstw.

Co do zdjęć przeklejonych z FaceBooka to owszem, możesz Jacky prosić ich właścicieli o zgodę na ich udostępnienie tutaj, ale po pierwsze, jak już pisałam, i Pauli też wspominała, te zdjęcia niczego nie wnoszą, można ten profil podliknować i kto będzie zainteresowany, to je sobie obejrzy gdzie indziej. Mocno sugeruję, żeby zostały usunięte, a jeżeli uzyskasz zgodę na ich tutaj opublikowanie i uznasz, że są konieczne dla Twojej narracji to wówczas je tutaj znowu umieścisz (bo to przecież Twoja opowieść i Ty wiesz, do czego zmierzasz i co chcesz przekazać).

Tako rzekłam ;)

słowo się rzekło...

kobyłka u płota...

czyń Waćpanna porządek i usuń...

a ja sunę do przodu...

kto miał zobaczyć - zobaczył...

kto nie - też nie stracił, ot - zwykłe - jak na owe czasy wnętrza hotelowo-pałacowe...

do nich już nie wrócę, bo jeszcze mam co nieco do przerobienia a równocześnie też tworzę swój przyszłoroczny projekt wojażu... 

alleluja i do przodu jak powiada znany "mułła" z Torunia :-)

PS 1 - za grantowe wyjaśnienia thks, tak się też domysliłem, jako, że dwakroć "ocierałem się" o tworzenie forum turystycznego...

PS 2 - dla Pauli ścieżka otwarta, jeśli uczyni to w jakiejś formie listu otwartego to dorzucę do niego swój wirtyualny autograf...

====================================== 

to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

Zdjęcia zostały usunięte...

...a w ich miejscu znajduje się link do galerii na Fb, kto chętny niech zagląda! Dyskusję, która się tu w tej kwestii odbyła zostawiamy bez zmian w celach edukacyjnych dla przyszłych pokoleń autorów relacji ;)

Małe ale...

Czy nie sądzisz, Jacky, że pisanie do właściciela już PO zamieszczeniu zdjęć, czyli de facto PO naruszeniu jego praw autorskich, jest trochę odwróceniem należytej kolejności??? W moim odczuciu - i wydaje mi się, że podziela je Iza - zdjęcia tak, czy inaczej, powinny stąd zniknąć - i ewentualnie pojawić się na nowo, jeśli właściciel wyrazi na to zgodę. Ja w każdym razie czułabym się nieswojo, "lansując" TwS w oficjalnych tureckich urzędach, dopóki zdjęcia tu wiszą.  

Naprawdę najprościej byłoby, gdyby zdjęcia zastąpił po prostu link do odpowiedniej strony.

"Cudzesy"

Patrzę trochę z boku na ten dyskurs i mam takie zdanie:

Uważam, że masz prawo do zamieszczania zdjęć obcych, ponieważ jest to Forum (co innego Relacja). Pomijam prawa autorskie, bo się na tym nie znam, mam jednak przeczucie, że ich wykorzystanie na tym forum i w takim celu spodobałoby się ich autorom czy właścicielom.

Niezbywalnym prawem moderatora jest dbanie o poprawność portalu, za który odpowiada. To, że Iza zaproponowała Tobie, abyś zdjęcia sam usunął, jest wyrazem Jej delikatności i zaufania do Ciebie.  Jako człek kulturalny i zacny wineneś to uczynić bezzwłocznie. Dalsze dywagacje i wycieczki osobiste są nie na miejscu, chyba że Wasza znajomość prywatna jest zażyła, a quorum o tym nie wie i się niepotrzebnie wtrąca :))

 

Ponieważ  traktujesz Forum jako miejsce ralacji, to jednak wolałbym, abyś zamieszczał tylko swoje (i Maryli) zdjęcia miejsc "zdobywanych" osobiście, dla większej autentyczności relacji. Szczerze powiedziawszy, tamte fejsbukowe zdjęcie niczego wniosły; zdecydowanie więcej dają opisy i refleksje (a te "ociekają" wnikliwością i spostrzegawczością, dlatego  tak lubię je czytać!

Pozdrawiam wszystkie osoby tej "sztuki"

Roman

Ament

Dzięki za uwagi, co do 'podobania się' umieszczania tu zdjęć z profilu na FB, to problemem jest nie tylko opinia ich właścicieli, ale również zarządców Facebooka. I tak teraz te przybytki mają darmową reklamę w postaci podlinkowanych profili... Zażyłości żadnej tu nie ma a quorum ma prawo wypowiadać swoje zdanie :) Opisy Jacky'ego sama bardzo sobie cenię i z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy!

chciał - nie musiał...

jednak muszę dopisać...

technika niniejszego forum, czyli napisanie choćby jednego słowa komentarza do wczesniejszego tekstu automatycznie blokuje bezpowrotnie prawo autora wątku do wtórnej edycji, czyli tym samym do skasowania wklejonych "cudzesowych" fotek...

ja nie miałem już opcji cofki...

ale wyszedłem Izie naprzeciw dając Jej pełne prawo do porządkowej ingerencji...

innej opcji nie było...

po przypomnieniu się Pauli - przypomniałem się i ja - stąd chwała Izie, że nie tylko wykonała kawał dobrej roboty ucinającej wszelkie szanse do interwencji komisarzy z FB i dokonującej więcej niż poprawnie graficznej interwencji do wątku...

to są co prawda "tajniki" TwSW, lecz sledzący rozwój akcji potrafią poprawnie dokonać oceny wydarzeń...

  

to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

Kastamonu ...spacerkiem po mieście (10)

to już ( może wreszcie ) przedostatni odcinek...

nie relacji w ogóle...

tylko o Kastamonu...

w obiektywie pojawia się Hamami Arabapazari...

o, nawet telefon mają !!

ale do domu chyba z usługą nie przyjdą :-(

zapada coraz mocniejszy zmrok a maryla nadaje, że ona cuś by zjadła...

postanawiam zatem, do środka zaglądać przez okienko fejsbukowe nie budu, po co zaś mnie ma Iza paragrafami straszyć...

jeszcze nie odważyliśmy się jak Hania Lukromanowa na kąpiel w takim obiekcie...

ale już w następnym mieście - wlazłem do środka i poczyniłem fotki - więc się bać nie będę...

i jeszcze na ostatni rzut spacerowy -

podrasowana fotka starego domu na rogu naprzeciw łaźni...

jeden odcinek z żarłodajni będzie a jakże ...

Kastamonu ...spacerkiem po mieście (suplement do 10)...

mała dokładka - bo zostały ostatnie 2 fotki...

spacerowe...

kątem oka dostrzegamy jeszcze jedną łaźnię...

Yeni Hamam...

 

ale (nie)porządek w jej obejściu stanowił klasyczną antyreklamę...

to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

Kastamonu ...spacerkiem po mieście (11) - kolacyjka...

 

idąc w rytmie marsza granego teraz całkiem serio przez nasze żołądki dotrzegamy 2 panów a raczej oni czekają na nas...

niestety - nie uwieczniłem nazwy lokalu...

 

decyzja szybka - korzystamy z zaproszenia...

taż to pizzeria...

się okazuje...

 

  

dokładna weryfikacja procesu produkcyjnego...

wszystko "on live"...

żadnych półfabrykatów z marketu odmrażanych w mikrofali...

 

miło było podglądać  każdy krok...

potem chwilę czekaliśmy na podanie do stołu...

  

a gdy padło hasło uwiecznienia tego co zjedliśmy...

było już za późno...

na stole zostały już same resztki... :-(

a byliśmy tak zmęczeni wrażeniami dnia, że nic więcej nie pamietamy...

a potem do hotelu i konsumcja napoi rozweselająco - relaksujących na balkonie hotelowym wychodzącym przecież na główną ulicę...

dobrze, że z ostatniego, bodaj 8 piętra, stojące poniżej drzewa stanowiły dobry ekran przeciw hałasowi ruchu ulicznego...

a ten dopiero wedle północy zanikł...

i sobie myślałem, w przewodniku opisano Kastamonu jako małe, prowincjonalne miasteczko...

zaś na głównej ulicy ruch przyrównywalny do centrum Katowic...

pora spać...

bo następnego dnia zaliczamy jaskinię Ballica...

i wbrew ostrzeżenim Izy - udało nam się wykonać trochę fotek...

z tym, że trzeba będzie nad nimi popracować...

chwała Allachowi, że przed nami weekend...  

  

to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

Jaskinia Ballica... ( 1 )

po solidnym hotelowym śniadanku...

ruszmy w drogę...

około dziesiątej zatrzymujemy się na parkingu ze źródełkiem ( nic nie wskazywało na jego cudowność ) ale woda była super krystaliczna...

pijemy tradycyjną kawusię z termosu...

mijamy bokiem Ilgas...

w południe dostrzegamy przy drodze całe pola ryżowe ale chińczyków nie ma...

pod Tosyą zatrzymujemy się przed wiejskim marketem - widzimy całe worki ryżu lokalnej produkcji...

cena jednak ( nie zanotowaliśmy ) ale w przeliczeniu szybkim - nie wypada rewelacyjnie a handelsman nie wykazuje żadnej chęci do negocjacji...

( nota bene - kupiliśmy później na targu w Kizkalesi )...

trochę dalej w Osmancik - jakoś mi się ta nazwa sympatyczną zdała - wjeżdżamy do miasteczka, szukamy marketu i kupujemy chlebuś, obwarzanki ( maryla ma chysia na tle "cimitów" ), sok z granatów ( niewybuchowy - do wieczornych sałatek z pomidorów ), turkcolę ( maryla udaje że nie lubi ale jako pólfabrykat do drinków - uważa za "wciągający" )...

kierujemy się na Merzifon...

w Amasyi około 15:30 kłaniamy się tylko tamtejszej ścianie płaczu uzyskując jako rekompensatę lokalną walutę...

darujemy sobie zwiedzanie - reportaż Izy i Jarka 2011 - wystarczył...

przed zmierzchem a przed Turhal kilkakroć przeliczamy czasy przed nami i kalkulujemy:

- czy jechać do Tokatu i tam ponownie jak w Kastamonu przedwieczornym spacerem ukoronować kolejny dzień...

albo - albo / wybór należy do nas...

- czy jednak wcześniej zaliczyć Jaskinię Ballica - wtedy ku mojemy lekkiemu zdziwieniu maryla powiada:

- skoro już to jesteśmy - to trzeba zobaczyć...

 

tablica wszystko Ci powie ....

ja na przykład rozumiem, ile monet muszę wysupłać z sakiewki...

bośmy są "sivile"... 

 ( jacyś dwaj cywile )...

ale jeśli w języku mnie niezrozumiałym, choć za światowego się uważam, napisane są jakieś zakazy - to się mnie nie dotyczą...

oświadczam wszem i wobec...

 

oooo....

proszę...

taryfa raz jeszcze ....

młódź przygotować legitmacje...

 

 maryla już się zagalopowała, ja się uganiam, żeby autko zaparkować a ona na golasa w ramionach...

z powrotem do autka po dresik...

jeszcze spojrzenie przez ramię wstecz - jakimi fajnymi serpentynkami i to jeszcze krajobrazowymi żeśmy dojechali...

===========================================

to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

Jaskinia Ballica... ( 2 )

wchodzimy do chłodnego środka...

trochę nas acik z budki przy wejściu straszył, że bez gumiaków rady nie damy...

a my w "sandałkach"...

  

powoli, powoli - najpierw trzeba się wdrapać po schodkach...

a jak ktoś pospiesznie - to i zadyszki dostanie...

 

przy wejściu po lewej stronie kafejka, ktoś dobrze wyczuł interes....

 

sprawdzamy bieg wsteczny - konsumpcja w kafejce wymuszoną nie jest a na strudzonych podejściem kilku pięter pod górkę czeka wypoczynkowa ławeczka....

  

nie sprawdziła się też przestroga Izy, aparatów nam nie zabrano...

aczkowiek wiedzony wskazówką lepszy schowalem, gorszy zostal wystawiony na pokaz = odstrzał, ale nie strzelano...

 

jaskinia jak to jaskinia ....

ściągi nie ma co przyklejać...

każdy umie guglać...

ale zobaczyć "cza"....

 

==========================================

to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

Jaskinia Ballica... ( 3 )

znalazłem kilka fotek na drugim aparacie więc wkleiłem przed faktycznym wejściem...

ale żeby nie być w niedzielę gołosłownym...

na pewno nie są to fotki zawodowego fotografa...

i nie na specjalistycznym aparacie...

ale z pliku sporej ilości pstryknięć cuś udało się spreparować...

oczywiście cała jaskinia jest podzielona i opisana....

a oznakowanie tak wyraźne, że zagubić się nie sposób...

oświetlenie też...

podświetlenie ciekawszych "obiektów" także...

a na zdjęciu powyżej uchwyciłem grupkę już podchodzącą do jednej z górnych komnat - szli z całym naręczami speleologicznego wyposażenia...

cóż pasjonaci...

w pewnym stopniu porównywaliśmy je do zwiedzanych kilka lat temu jaskiń w Słowacji...

cóż, każda sroczka swój ogon chwali...

maryla nie dała rady pociągnąć do wszystkich zakątków...

mnie zaś było głupio zostawić ją tam gdzieś na pastwę losu...

ale nie wytrzymałem i na dłuższą chwilę się odłączyłem...

warto było...

chyba tylko do najniższego poziomu nie zszedłem, cuś za mokro tam mi się widziało...  

 

========================================== 

to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

Ballica

A cóż tam za ognie Św. Elma pląsają pod nogami??

to są właśnie te

to są właśnie te nieprzewidziane efekty świetlne, odblaski i refleksy...

nie dla mnie filtry rozmaite...

ale ponieważ to było głęboko pod ziemią to być może taki blask się rozchodził od ....

 

 

 

=====

to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

Jaskinia Ballica... ( 4 )

już od pierwszych minut zanuszenia się w ciemnościach jaskini widać było błyski fleszy...

 

postanowiłem być nie gorszy - moje odczucie odrzucenia zakazu wzmogło się po zobaczeniu sporej grupki wycieczkowiczków prowadzonej przez zawodowego przewodnika i jeszcze w ubraniu jakby "miejscowym" - bo dobrze przygotowanym na lokalną "aurę" - wcale nie reagującego na trzaskanie aparatów podopiecznych - mało tego - wskazującego im ciekawsze ujęcia...

 

no i na chwilkę powróciłem do swojej wybranki...

==== 

to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

Jaskinia Ballica... ( 5 )

no to ja się tyż ustawiam pod owym stemplem jaskiniowym...

w ręce dzierżąc latarkę, udostępnioną bez dodatkowej opłaty - w ramach tiketu...

a co -  nie wnuki widzą, że dziadek nie musiał za slupa robić...

a tych "słupów" i "stempli" tam sporo ponastawiali...

  

wychodzimy, choć obsługa kasy czyni nam fotkę ale niezbyt udaną...

lepiej już nastawić sobie z samowyzwalacza...

siadając na murku wygrzanym słońcem...

( statyw miałem - a jakże ale zapomniałem wyciągnąć go z plecaka )...

ruszamy...

trzeba złapać nocleg...

myślałem o wioskowej opcji - ale agroturystyki tam nie dostrzegliśmy...

a może miejscowi gospodarze nie zauważyli szansy w tej branży ?

pchamy wózek do przodu, do Tokatu...

przed miastem ogromniasta reklama domu bakałarzy...

...

na jednym z pierwszych skrzyżowań świetlnych dopytuję się młodzianków w stojącej obok bryczce...

zaczynają wyjaśniać, ale po turecku - w końcu zapraszają nas do jazdy w ich śladzie...

doprowadzają nas tuż...

fojoskie chłopaki...

w recepcji szybka piłka i już jesteśmy w pokoju...

wychylam się przez okno i...

    

uwieczniam Tokat by night...

przebieramy się i idziemy cuś zjeść...

=== 

to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

Tokat - samotne ( prawie że ) zwiedzanie...(1)

qurde - taka cisza na forum...

jakby makiem zasiało a tu nawet śladu opium ...

( może ktoś kiedyś o opium napisze ? )

jedna z niewielu powtórek...

jeszcze wieczorem byłem zafascynowany olbrzymim a pięknym akwarium w hollu domu nauczyciela...

niestety z wieczornego spaceru nie zachowały się żadne fotki...

może po prostu chcieliśmy chłonąć bezpośrednio atmosferę dookoła nas ?

i nie tylko dlatego, że po wyjściu z klimy oblepiło nas mokre ciepełko...

  

rankiem maryla stwierdziła, że chce sobie pospać, więc udałem się solo na łazęgę po Tokacie...

a może po prostu słoneczny poranek wyrwał mnie z łóżka ?

zanocowaliśmy w domu nauczyciela - płacąc za dwójkę ze śniadaniem ( tradycyjny szwedzki - a raczej turecki - bufet - mniam - mniam ) - jedyne 90,- lira...

 majątek ?

warto było...

o qurde - ale hotel...

nauczycielski ?

to zatem bardzo bogata profesja...

a nam drzewiej propaganda sukcesu z PRLu wmawiała taką biedotę w TR...

 

i jeszcze ów domek bakałarzy widziany z furtki...

a teraz zawijam się w mankiet i smaruję po wczesno-porannych jeszcze uśpionych uliczkach Tokatu...

 

==========

to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

Siała baba mak..

...o opium to kiedyś coś pisałam w kontekście Afyonu - miasta naćpanych krów :) Co do ciszy, to jest to, jak zwykle, cisza przed burzą - tj. mam mnóstwo tekstu w manuskrypcie, ale materiał jest tak rozległy, że trochę czasu trzeba na jego ukształtowanie do atrakcyjnej formy. Już wkrótce zawitamy do Bergamy czyli antycznego Pergamonu :)

opium a Afyon na polach makowych...

a gdzie szukać owego "kontekstu"...

biblio...   eee...   korano-grafia tak bogata...

można się czuć zagubionym...

=== 

to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

Konteks Afyonu

Co prawda temat był ledwo muśnięty, ale wspomniany w artykule o Afyonie. Coś mi się widzi, że trzeba będzie tam ponownie zawitać i tematykę zbadać...

piękne powiązania prowadzisz...

a mnie lekko podbechtało tamże podlinkowanie do mojej relacji z Gozlikgol...

teraz już wiem na przyszłość ...

trzeba będzie zaatakować twierdzę w Afyon...

i wykąpać się w termach za miastem ...

===

 to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

Twierdza w Afyon

Tam uwaga, teren słabo pilnowany, mocno zarośnięte podejście, psy pilnują ścieżki, ale za to widoki - bajkowe! Twoja relacja z kąpieli to bardzo cenna informacja, więc podlinkowania była z pewnością warta. Jak tylko zakończą się wątki relacyjne z tegorocznych wypraw, też będę dorabiać linki w stosownych tekstach - a będzie tego sporo :)

Domy Nauczyciela

Domy Nauczyciela to temat nie mój, ale szkolnictwo (podstawowe i wyższe) to w Turcji widoczny priorytet. Jab będzie taki wątek, to dorzuce swoich parę zdjęć, na poparcie tezy. Twoje doświadczenia osobiste więcej tu znaczą, ale obserwacje nas wszystkich są pewnie takie same: szkoły nawet w zapadłej wiosce wyróżniają się nowoczesnością, dzieci zwykle są poubierane w "mundurki", chociaż częśto dziewczynki już mają chustki.

Uniwersytety mają taką bazę, że nasze to ubodzy krewni! Pewnie nasi na Erazmusie  powiedzą coś więcej na ten temat, albo Iza, albo Ty?

A rybki owszem, interesujące :)

Tokat - samotne ( prawie że ) zwiedzanie...(2)

 

zamykam za sobą po cichu furtkę i wychodzę - skręcam w lewo, lekko pod górkę....

i witam pierwszego sąsiada domu nauczyciela, teraz chyba będzie można wykonać poprawkę i zmienić nazwę na dom profesora...

tak - tak...

bo to budynek byłego liceum a teraz lokalnego uniwersytetu...

cóż, profesory byle gdzie nie mieszkają...

mam na myśli naszą noclegownię...

 

a nad głowami a jakże góra zamkowa...

twierdza...

będzie ją widać jeszcze nie jeden raz...

 

ooo...

jakiś ciekawy - historyczny budynek widać...

trzeba będzie bliżej podejść...

choc trochę rażą współczesne modernizacje...

aaa...

Tashan...

trzeba będzie jeszcze bliżej...

 

lecz wcześniej trzeba przejść na drugą stronę ulicy...

jakiemuś ursusowi przepuścić miejsca...

takie puchy na ulicy wieczorem tętniącej jak na Marszałkowskiej...

================ 

to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

Tokat

Ranny ptaszek z Ciebie - zdjęcia Tashan oświetlonego porannym słońcem, brak ludzi na ulicy - która to była godzina???  Nic dziwnego, że Maryla chciała jeszcze pospać :)))

Strony